W trzeciej odsłonie, „Martwej naturze z wędzidłem”, Herbert już nie jest poczciwym, zachwyconym bedekerem. Holandię studiuje ze szczegółami, fachowo, okiem antropologa historii.
Podziwia to, czego ja nie potrafię docenić. Niderlandzkie malarstwo: nizinne widoczki, martwe natury, rodzinne portrety w czepcach i kapeluszach. Zwykle przyśpieszam w galerii.
Była to zatem sztuka mało patriotyczna – charakteryzuje Holendrów Herbert – jeśli przez słowo „patriotyzm” chcemy rozumieć zaciekłą nienawiść dawnych, obecnych i nawet potencjalnych wrogów. Przecież to nasza polska definicja patriotyzmu! Jak nie bronimy krzyża, to chociaż grzejnika.
(Przepraszam, że ja taki monotematyczny dzisiaj.)
