Odyseja nr 28

Na Grochów mam ochotę, przed północą.
Zawsze wczesnym rokiem tak mi się robi,
żeby z Wiatracznej, z aparatem zapuścić się
aż do Szembeka, może i dalej.

Tymczasem motorniczy w maciejówce
wydycha mgłę, zmieniając tablice na końcowe.
Ulic-obraz, skrzyżowań, dwadzieścia osiem
turkocze wesoło: w chmurach etanolu zoo.

(Teraz za Wisłę – nie wiedziałem, że napiszę kiedyś: do siebie.)

Dodaj komentarz