(Wykradliśmy się po zmroku pod osłoną kartonów. Opuszczaliśmy ze wstydem nasze biurka. Nasze komputery pochowane. Widok pożegnany. Windą. A potem przemykaliśmy wzdłuż ścian: fryzjer, rejsy promowe, szatnia. Nasze życie oblepione folią z bąbelkami. Przynajmniej na razie.)
Nie współczujcie urzędnikom, że ich dobytek to te tekturowe pudła.
