Ilustrowany przewodnik samochodowy po Kaszubach na podstawie własnych niedawnych doświadczeń opracowany

(Spośród różnorodności gatunków literackich i inaczej zmąconych, niechęć czuję do przewodników turystycznych. Ich narrator zawsze jest wszechwiedzący. Może ten przymiot tak mnie frapuje i pociąga, aby zacząć tworzyć).

Kościerzyna
Chojnice

Wycieczka 1:

Stężyca. Można wejść na dzwonnicę. Otaczają ją setki paskudnych domków nad jeziorem. Kościerzyna. Miasto nieco nudnawe. Jakiś fragmencik secesji tu i ówdzie. O kilka rond za dużo. Wdzydze Kiszewskie. W skansenie dobra jest kaszanka (świeża jak na skansen). Placki stanowczo zbyt oleiste. Ładne hafty w checzach. Kustosze się nudzą, nie lubią wycieczek z dziećmi i piją jogurt truskawkowy (z tamtego roku obserwacja, w tym roku niepotwierdzona). Patrzą nieżyczliwie znad „Pani domu” i „Rewii”. Wiele. Niezbyt wiele do oglądania. Kalwaria bardzo ładna. Widoczek. Jeziorko, w pobliżu cmentarz. Chojnice. Miasto jak z niemieckiego folderka. Kolorowe kamieniczki, sklepy, lody o smaku amarena, nawet szalety mają ozdobne wejścia. (Brusy. Na stacji benzynowej można hot-doga popić cafe latte). Leśno. Kościół ładny, nawet jak się zajrzy o 21. (Uwaga, stamtąd można wrócić tylko samochodem. PKS ostatni odjechał po 14).

Witków
Żarnowiec

Wycieczka 2:

Mirachowo. Miejsce magiczne, podobnie jak okolice, odkąd piechotą wieczorem przemaszerowałem przez okoliczne pustki. Dworek z cyniami, kapliczka z transformatorem. Sianowo. Uwagi jak wyżej. Kościół zamiast dworu. Witków. Dwór barokowy. Obok koty, psy, pranie i roztrząsanie gnoju. Salino. Dwór szachulcowy. Właściciele spoczywają na zarośniętym cmentarzu. Kawa niedobra w okolicznej karczmie. Osetnik. Latarnia morska – 5 zł, parking – 4 zł, toi-toi – 2 zł (jeśli spytasz ile). Widok godny polecenia. Sasino. Pstrągi podają ogromne w wybornym sosie. ser zasmażany również raj dla podniebienia. Tudzież śledzie jako przekąska. Lubiatowo. Morze. Żarnowiec. Kościół robi wrażenie mniejsze niż coś co miało być elektrownią jądrową. Krokowa. Pałac pięknie utrzymany, znać dawny Ordnung. Wejherowo. Na stacji brak cafe latte i hot-dogów, ale chyba warto wrócić (późno już było.)

Żukowo
Będomin

Wycieczka 3:

Chmielno. Tu autor przewodnika stawał się etnografem, tu oglądał mgłę nad kościołem i jeziorem, tu wieczorami w kuchni przesiadywał, durząc się Sigurem Rosem i Violettą Villas (ach, zbyt sentymentalny jest, by być wszechwiedzącym). Łapalice. Zamek jest, ale w rozbiórce. Szkoda, bo to archetyp polskich gargameli.  Kartuzy. Tu się zaczynał autorowi bloga świat magiczny. Kawiarnia nieczynna (a dobra była kawa). Naleśnikarnia czynna (nie kupujcie placków ziemniaczanych). Kolegiata robi wrażenie. W listopadzie piękny widok znad jeziora na las i kościół (w listopadzie też pięknie, ach). Żukowo. Kościół otworzył proboszcz – umówiłem się z gospodynią zamiast z przewodniczką. Barok tym razem piękny w gotyckich murach. Urzeka. Leźno. Akurat przyjeżdżali goście weselni. Będomin. W muzeum można czytać o błędach i wypaczeniach socjalizmu. Tylko dla miłośników symboli narodowych. Wieżyca. Na górze wieża widokowa, płatna, chwieje się przy wietrze, a ja się chwiania boję. Złota Góra. Widok bez wieży. Znajomy. Niedaleko było ciasto truskawkowe i kozy się pasły. A Miłosz (imię dla wtajemniczonych)  popijał wódeczkę błądząc po wsi Ręboszewo.

Wycieczka 4:

Pelplin
Szafarnia

Pelplin. Zawsze chciałem przyjechać do tej katedry. Wyrasta nagle za kominem fabrycznym. W muzeum niesamowite madonny szafkowe, Chrystus w Ogrójcu, gotyk, gotyk, gotyk. Ciastkarnia raczej niezbyt interesująca. Gniew. Zamek krzyżacki (jak dobrze, że Krzyżacy budowali zamki i że można te parkingi, te bilety, plastikowe miecze…itd.) Stare miasto zaskakuje zwykłością i szarzyzną. Golub-Dobrzyń. Zamek krzyżacki. 10 zł – normalny, 8 zł – ulgowy. Przewodnik obowiązkowy, sypie nieśmiesznymi anegdotami. Poprzedni dyrektor jest wspominany na równi z Wielkim Mistrzem. Poleca noclegi i restaurację, którą czuć w każdej komnacie. Należy omijać! Szafarnia. Nudny podręcznik do klasy IV szkoły podstawowej pisał, że tu bywał Szopen. Raj dla anarchistów: same zakazy lub dodatkowe opłaty. Dworu niestety nie zbudowali Krzyżacy. (Zajazd Kasztelan lub Kasztelański po drodze: polecam schabowy z margaryną w roli steka, kluski śląskie z mrożonki z sosem z torebki. Coca-cola jak zwykle smaczna).

(Jakże trudno pisać przewodniki. Bo nie da się wszystkiego zobaczyć. Dla pamięci ocalić. Po prostu nie da.)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s