Genialny film o byciu nikim.
(Jednak moje w tym względzie insynuacje okazały się zupełnie błahe.
O czym przekonać może scena obiadu w chińskiej restauracji.
Nie zmienia to faktu, że w kilku momentach głęboką i płomienną
odczułem empatię z bohaterem. W jego cieniu się skryłem, że tak powiem).
(Niesamowity dźwięk i zdjęcia. Zwłaszcza Mendelssohn bardzo au courant).
(Tak na marginesie, zauważyłem, że kino „Muranów” ma bardzo ładny neon).
