
wielki
1.
Dziecko opowiada o zmartwychwstaniu: Jezus mógł zrespić już na krzyżu, ale odczekał i zrespił trzeciego dnia.
2.
z kazania: jakby to były twoje pierwsze święta (a nie jak powtarzają zwykle: ostatnie).
3.
ten okrągły mnich jak z Robin Hooda, czy to on, młody, pełen werwy, na którego kazania jeździliśmy aż z Saskiej Kępy?
4.
z ogrójca prosto w nastrojowe latarnie, gwar stolików, kraciaste obrusy, ciepły kwietniowy wieczór (po instagramowym zachodzie). brodaty ojciec rodziny wczytuje się w kartę.
5.
jakby wszyscy z Niziny ruszyli ku wyżynom. pędząc, gnając, mijając makdonaldy.
miasto ułożyło się na na pagórach w ostatnim słońcu.
6.
mękę największą przeżywały dzieci. kuliły się pod kratami ciemnicy, ziewały, dłubały. kazanie nie kończyło się, wyłapywał z monotonii głosu tylko pojedyncze zwroty jak odium nieadekwatności. jakiś maluch wołał nie, nie, nie na próżno.
7.
kościół ciemniał. już tylko lampki oliwne ajfonów drgały niebieskim światełkiem. śpiew trwał, a potem urwał się, zanikł. zaczęto wychodzić.
8.
jest jakoś inaczej – stwierdza A. chyba czas nie potrafi być świętym.
9.
nagłośnienie rwało. Chry. pocz. i omeg.
10.
z domowych samochodów, najbardziej lubiłem mazdę niebieski metalik. w niedzielę po rezurekcji, jechaliśmy nią po I. i H. z kościoła niosła się sekwencja z dziesiątej. jaśniało pierwsze święto. drzewa w świeżej zieleni, forsycje. na parkingu pod blokiem już na nas czekali.
(a może ten poranek układam z wielu samochodów i z wielu świąt, bo przecież jedyny dowód – zdjęcie, które musiała robić sąsiadka – pochodzi z epoki niebieskiej skody, nie metalik).
11.
mapa Wyżyny w Zmartwychwstanie. świerk koło bloku w Lu. – modraszka. krzewy w Pobożnie – szczygieł. modrzew nad grobem w Cz. – kulczyk, zięba, dzwoniec. kasztanowce na cmentarzu w K. – sosnówka. ogród w K. – makolągwa, rudzik (bezdzwięczny bażant przemierza pole, bocian zniża lot nad nadwieprzańską łąką).
12.
a potem rozczarowanie, że znów co-dzień. rozmawiamy o sytuacji światowej. zmierzamy do nicości – mówią w Pobożnie.
