
czas letni
nagle przestajesz zapisywać, jakbyś się wypisał.
w sklepie z drobiem plakat: niemieckie obozy śmierci, nie polskie. czytają go martwe króliki, o ile znają angielski.
co roku ta sama historia z wierzbowymi gałązkami. wczoraj rano cięte, zapewnia sprzedawczyni, choć ich zieleń nigdy nie dorasta.
przemiany liści, dwa gatunki forsycji, nagły róż śliw.
nocna wrona po sąsiedzku koncertuje około pierwszej, drugiej.
zmiana czasu. powrót do jasności.
kot z basenu umarł, dopiero się dowiedziałem. stary był, ktoś wyjaśnia dziecku.
aha, tak to wygląda, kiedy ludzie przestają się lubić. każdy coś przyniósł: ten babkę, tamten mazurka albo sałatkę z selerem. ale szepty na boku, mrugnięcia, szmery, rozchodzenie się, wymykanie, pretensje.
te dwa tygodnie: wolisz w cudzej prozie niż w swojej.
