księgarnia 23/26

Kadr z filmu „Piknik pod Wiszącą Skałą”, 1975,  reż. Peter Weir, (c) Australian Film Commission

Fradl Sztok, Białe futra i inne opowiadania, tłum. Krzysztof Modelski, Bella Szwarcman-Czarnota, Karolina Szymaniak, Fame Art 2024

(Na pożegnanie wydawnictwa „Fame Art”)

Ze szkicu biograficznego dowiadujemy się o Fradl Sztok wszystkiego, czyli bardzo niewiele. Cały jej życiorys ujęty jest w niedomknięty nawias. Tom opowiadań wydany w 1919 roku, szybko znalazł swoich męskich krytyków. Fradl Sztok zamilkła i nie pomogły apele i rzucane wyzwania.

Pisana w jidisz proza, z ducha jest prozą amerykańską i nowoczesną. Możesz ją na półce postawić obok Cheevera albo Lucii Berlin a w ślepej próbie (no dobra, podmieńmy imiona) nie dostrzeżesz różnicy (1). Mogła się nie spodobać literatom własnego języka, bowiem jest uniwersalna, ponadgalicyjska, ponadlowereastside’owa, ponadżydowska.

Jest w niej zapis rozmarzenia dorastających dziewcząt (to dlatego nie umieszczam tu kadru ze sztetla, tylko pasujący nastrojem) i rozczarowania facetów, których młodość nieuchronnie przemija. Fradl Sztok pisze zaskakująco dojrzale: krótkie teksty są równe, tworzą harmonijną melancholijną całość.

W to opisywane życie rzadko wkrada się prawdziwa, a nie wyobrażona, słodycz, jeśli już to w postaci migdałów, fig i pomarańczy.

Skała Podolska, fragm. współczesnej mapy z młynem nad Zbruczem, gdzie kąpała się Ruchci z opowiadania „Przy młynie”, źródło: openstreetmap.org

Nauczyłem się czytając, że książki podobnie jak wydarzenia w życiu, łatwo się zacierają. Na nic mnemotechniki, można jedynie próbować zapisywania.

„Przy młynie” są pełną zmysłowego napięcia historią pewnego letniego dnia, kąpieli w rzece, dorastania i tęsknoty. Spowija ją ciepłe światło, odbijające się od młynówki i Zbrucza, nad którym unosi się delikatna mgiełka.

Już od dziecka Chańcia wiedziała, że nie wolno płakać o chleb. Wszystkie dzieci wiedziały, jednak Szmulikowi zdarzało się zapłakać. Był to cichutki płacz, bo przecież Szmulik był dobry i pobożny (s. 111). Narratora opowiadania „Na życie” nie ponoszą emocje, fabuła zdaje się być pogodna, choć opowiada o rzeczach niewyobrażalnych. W tym krótkim tekście zapisano – mam wrażenie – losy wszystkich migrantów świata, tych wypychanych z granic i porównywanych do zwierząt, z Lampedusy, z puszczy.

Najbliższe jest mi „Przemówienie”, w jakiś sposób utożsamiam się z jąkałą Kunim. Z wielkiego Niewysłuchania rodzi się Literatura. Może tak naprawdę wciąż czytacie moje przemówienie?

I tylko żałuję, że w tomie, w przeciwieństwie do amerykańskiego wydania z 2021 r., nie znalazł się „Sprzedawca futer”, ostatnie opowiadanie Sztok z lat czterdziestych (będę go teraz poszukiwał).

Przypisy:

(1) dla odczucia różnicy można wziąć pisane w tym samym okresie opowiadania Dąbrowskiej albo Orzeszkowej, które rażą anachronizmem

Dodaj komentarz