
Fatima
odkąd Fatima zamieszkała w bloku obok, spotykał ją często w swoim autobusie. tam zresztą podsłuchał, że nazywa się Fatima, gdy koleżanka uczyła ją jak rozróżniać dobrze od dobra.
nie wiedzial skąd przyjechała, dość że jej polski był już kilkumiesięczny, może nawet roczny a słowa wymawiała z nieznajomym zaśpiewem jakby ze snu. tamtego razu, opowiadała częstującej ją herbatnikami koleżance, że ramadan, więc pości do wieczora.
czasem jeździła tym autobusem ze starszą siostrą i wtedy rozmawiały w obcej mowie pasującej do ich śniadych policzków i ciemnych mocno zarysowanych brwi. przeprowadziły się niedawno, kupowały nadal niezbędne rzeczy. ostatnio z matką i babką (a może ciotką) w grubych beżowych chustach, niosły razem pudło z odkurzaczem.
co roku na jego osiedlu pojawiały się te same ptaki. sikorami i gawronami regulował pory roku. niezwykłość Fatimy, która zjawiła się na jego przystanku po prostu któregoś dnia, przypominała trochę niezwykłość gila, którego na próżno wypatrywał każdej zimy w swoim karmniku.
