księgarnia 20/26

Albert Rudomine, Nieznajoma z Sekwany, 1927, źródło: sammlung-spallart.at

Jacek Dehnel, Historie łajdackie, Znak 2026

Jest marzec i o marcowym dniu Jacek Dehnel pisze krótki nadal, mokrawy, pod nawisem chmur i rzeczy, które trzeba załatwić (s. 8). Ale dzisiaj jest słonecznie, od paru dni jest tak, marzec staje się obietnicą.

Po tych prozach potocznych, niespokojnych, opowiadanych z przejęciem „Historie łajdackie” cucą swym wyrafinowaniem i erudycją. Są dopracowane jak te zakonniczki z turyńskiej cukierni, u których kryza z białej czekolady współgra z miękkim ptysiowym ciastem.

Skojarzenie nie jest przypadkowe, bo większość z opowiadań w tomie jest pieczołowicie przebrana w kostium przeszłości. Biedna paryska topielica, cekański fotograf z prowincji, para wycięta z sensacyjnej prasy Dwudziestolecia – autor perfekcyjnie buduje dekoracje epoki, odtwarza sposób postrzegania świata przez swoich bohaterów, zatrzymuje ich jak w obrazie („Czterech, czwartek” to przecież Caravaggio), jak w fotografii, wbrew czyhającej śmierci.

Kluczem jest sen o gilotynie, który wyśniła Nieznajoma. W tym ułamku sekundy przed opadnięciem ostrza mieści się cała fabuła. Skok, strzał, szubienica – wiele opowieści z tomu przypomina retrospekcje ich obumarłych bohaterów. Błysk flesza, potem długa ciemność.

Spośród tych opowiadań szczególnie jedno jest mi bliskie. Siedzi we mnie od dawna, układana z małych fragmencików jak mozaika, nowela andaluzyjska. I oto odnajduję ją tutaj w cudzym wykonaniu: gadytańską (w żaden sposób nie wypowiem: kadyksyjską). Rozpoznaję znajome: zapachy, dźwięki, światło, fikusy Candelarii. A że, jak się rzekło, jest marzec, zaczynam już tęsknić za oceanem Kadyksu.

Dodaj komentarz