
o kotach influenserów
tamtej wojennej zimy na dworcu zachodnim podążali ze swoimi psami, kotami, papugami i szczurami, uciekając spod rosyjskich rakiet i dronów. plecak, walizka i ciężki transporter albo klatka z papugą albo szczurki na ramieniu dziewczyny, którą wojna nagle wyrwała z nastoletniego buntu.
myślę o tamtej ucieczce, przeglądając zdjęcia bezdomnych kotów z Dubaju, wyrzuconych z lajwów i szortsów, i porzuconych, bo wojna. myślę jak to się stało, że na tym świecie, obok kotów, udało się wyhodować i wykarmić inwazyjny gatunek influenserów.
opowiada któraś z uciekinierek z luksusu (czy porzuciła pani kotka?) o specjalnej aplikacji, która pozwalała mieć wszystko za darmo. opowiada jakby w niewolniczym państwie emirów, całym ze szkła, odnalazła raj.
kim byli? czego dokonali? – sorka H. na kartkówkach bezlitośnie zadawała wciąż te same pytania, służące za aparaturę do pomiaru wartości postaci. Nikim, niczego – tak właśnie wygląda kres ludzkości.
