
Jadwiga Teodorowicz-Czerepińska, Grażyna Michalska, Mury miejskie Lublina, Urząd Miasta Lublina 2021
Jakiś czas temu pod wpływem artykułu analizującego oddziaływanie geologii na amerykańskie wybory, spróbowałem odkryć determinizm geologiczny w teraźniejszości Lublina.
Szło to mnie więcej tak:
lewy brzeg Bystrzycy był gliniany, cała ta część dzisiejszego miasta, lessowe fałdy, jeszcze w moim dzieciństwie – obsiane były czerwonymi kominami cegielni. Tutaj znalazły się ośrodki osadnicze, następnie główne przedmieście przemienione w śródmieście a po latach uniwersytet i wielkie dzielnice mieszkaniowe, tudzież osiedla jednorodzinne. Za to praktycznie nie występował tu przemysł.
Prawy brzeg rzeki był wapienny. Białe kamienie sięgały do serca Wyżyny. Po tej stronie rozwijał się przemysł i wpierw robotnicze przedmieścia, białe domki obrastające brzegi Czerniejówki, a potem socrealistyczne osiedla wokół wielkich zakładów pracy.
Transformacja ustrojowa obu brzegów miasta dotknęła nierównomiernie. Upadek fabryk pociągnął katastrofę osiedli wapiennych, bezrobocie, biedę. Nie odczuły tego tak wyraźnie dzielnice ceglane.
Wszystko w mojej teorii zgadzało się do momentu, w którym przeczytałem to opracowanie dotyczące miejskich fortyfikacji. Otóż Stare Miasto otaczały białe, wapienne mury, jedynie licowane cegłą. To nie mezozoik podzielił miasto.
***
Historia murów miejskich należy do tego rodzaju przewodników, które z turysty (przyznajmy, po ćwierćwieczu życia poza miastem, jestem w nim turystą) czynią Indianę Jonesa. To fascynująca historia wypatrywania śladów, ustalania tytułów własności średniowiecznych działek i przyglądania się wnętrznościami Starego Miasta.
