
Plater
Pod hotelem jacyś ludzie kłębili się fotografując pomarańczowego mercedesa. Często tu kiedyś chodziłem, wracaliśmy skrótem przez hotelowy podjazd. A. pracowała wówczas w żółtym budynku katolickiej fundacji: jednoosobowa winda poruszała się w metalowej klatce, a z sal na parterze dobiegały odgłosy prób orkiestry. Ja pracowałem w wieżowcu. Chodziliśmy po ulicach, trzymając się za ręce (ile jesteście po ślubie? – dopytywała napotkana koleżanka z biura, a byliśmy dwa albo trzy lata), po drodze na tramwaj zachodząc do jednego z nielicznych rossmanów naprzeciw centralnego (fotografowałem ich witryny, poszukiwałem ich po mieście, kolekcjonowałem).
Lubiłem tę okolicę. Dzielnicę południową. W studniach starych kamienic czekały jeszcze świecące Matki Boskie, można było natknąć się na Pilcha albo na mleczarnię wyjętą żywcem z przedwojennego miasta. Małe restauracyjki i kawiarnie miały tutaj czar berliński albo brukselski, w ich oknach podglądało się ludzi. Cudze życia, o których nigdy się nie dowiem: wielkie miłości, dramatyczne rozwody, wspomnienia z wakacji, niespodziewane diagnozy, rozdzielone żałoby. Wszystko to dotyczyło tych, którzy przemykali obok. Dziś też – jakieś postacie wzdłuż płotu kościoła Barbary, wzdłuż kamienic naprzeciw marokańskiej ambasady i dawnej kliniki rządowej. Po latach zmieniały się nazwy miejsc, ale okna i światła pozostawały te same.
Wieczór. Siedzieli w jednym z okien. Z sufitu zwisały warkocze cytryn i nie dało się ocenić czy były prawdziwe. Wnętrze zdobiła gipsowa głowa Konstantyna. W głównej sali koleżanki obchodziły dwudzieste piąte albo trzydzieste urodziny: nagie plecy jubilatki spływały ku brzegowi sukienki. Rozmawialiśmy o Grecji. – Nie lubię ruin – stwierdził R., przytaknęła mu H. Dż. i ja zdumieliśmy się tym zdaniem. Właściwie dlaczego zapisuję właśnie to? Co istotnego jest w tym zdaniu nad białym winem, w oknie, na Plater? Nie ufam swojemu wyborowi rzeczy ważnych.
Notuję. Temat na opowiadanie. Granice świętości. Dwadzieścia lat opiekuje się swoją obłożnie chorą starszą siostrą, od dziesięciu lat nieświadomą: karmi ją, obmywa, podaje leki, czuwa nad oddechem. Nawet nie zauważa narodzin swoich wnuków, upływu własnego czasu. Daje jej życie w zamian za swoje. Pewnego dnia siostra umiera. Ona pozostaje z brakiem sensu.
