
Halina Poświatowska, Wszystkie wiersze, Wyd. Literackie 2025
Z pierwszych tomów:
„Pieśń nad pieśniami” jest jedyną biblijną księgą, która nie wspomina o Bogu. Pozbawione Boga wersy są zwięzłe. Mieszczą się w wąskich kolumnach wyznania Sulamitki.
Uczeni rabini usiłowali wpasować w nie Stwórcę, wyławiali metaforę. Podążali za nimi doktorzy kościoła ze swoimi doktrynami. Nie chodzi o piersi jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli – mówili, ale o źródła łaski.
Liryki Poświatowskiej to dalsze strofy Pisma. Ta sama w nich żarliwość, ten sam rytm. Oblubienicy za szybko i nierówno bije serce, oto ukochany nadchodzi.
(Nie mogę dzisiaj odnaleźć wiersza, który zachwycił mnie wczoraj. Mógłbym zacząć od początku, lecz zachwycić mogę się innym).
Te wiersze opowiadają o maleńkim świecie. Rodzą się z wypatrywania szczegółów, skupienia, bliskości: własne ciało, owady, ptaki, drzewa, gwiazdy, koty. Poezja nie odchodzi dalej niż na kilka metrów.
Zapisałem wczoraj: Poświatowska jest fanatyczką Życia.
***
Ale z jakiejś przyczyny wybieraliśmy ją do podręczników z tomu ostatniego.
Kiedy z tonu Sulamitki w ton Eklezjastesa. Jakby bardziej ciekawiła nas śmierć niż życie.
a jednak / miło jest pomyśleć / że świat umrze trochę / kiedy ja umrę
