dziennik 95/25

Wrocław, listopad 2025 r.

Intercity Panorama

Na w pół nocnym zachodnim jakiś ubrany na niebiesko Chińczyk pali tak mocne papierosy, że chmura dymu przesłania mi peron.

Wrocław jest dzisiaj arcypolskim miastem. Oddychamy szarością. Kelnerki zapalają sztuczne słońca w boazerii nad jajkami poche. Z domów odłażą nawilgotniałe tynki.

Próbuję zrozumieć ich rozmowę. Znają się, ale niezbyt dobrze, jakby spotkanie po latach. Jak mają na imię synowie? Poród przebiegał z trudnością. Moja obecna żona jest sędzią. Syn ostatnio spytał mnie w przedszkolu, kiedy umrzesz, tato. Zamawiają to, co zawsze, stali klienci, ale zamiast trzech jajek poproszę siedem (cztery ułożyć na talerzu obok).

Spoglądają z wyższością martwe twarze znad futryn. Pamiętają morze ognia i przymykają puste oczy, manekiny, które mógłby projektować Fritz Lang.

Dodaj komentarz