dziennik 91/25

Warszawa, 3 listopada 2025 r.

Listopad, listopada, listopadowi

Nazajutrz, na samym początku listopada, pojawili się macherzy od lampek. Deszcz padał nieustannie a oni na wysokościach oplątywali drzewka, zrzucając hurtowo ostatnie żółte liście. Jesień miała ulec definitywnej przemianie w zimę.

To wtedy postanowił, że chce do Włoch. W książce, którą akurat czytał, pojawiała się fraza pola Umbrii. Kiedy ją powtarzał, stawały się całkiem realne.

Potem wróciło słońce. Liście topoli zostawiały odciski w płytach chodnikowych na wzór paproci w prehistorycznych kamieniach. Niespiesznie.

Dziecko uczyło się deklinacji.

Prawdziwym świętem okazało się odkrycie grobonetu na cmentarzu w P. Nie odrywał się od niego. Księgował, klasyfikował i systematyzował. Lakoniczne zapiski nabierały realnych lastrykowych kształtów (przy okazji zajrzał na Bródno, do Puław i Lubartowa).

Może zamiast pól Umbrii starczy geometria Barcelony?

Dodaj komentarz