dziennik 89/25

Parczew, październik 2025 r.

Miasteczko (obrazek z podróży na cmentarz)

Kiedy w jednej z początkowych scen filmu „Yentl”, grająca tytułową bohaterkę Barbara Streisand dojeżdża do Parczewa, otwiera się przed nią widok na wielowieżowe miasto o skylajnie raczej Krakowa albo Wrocławia niż sztetla zagubionego na nizinie, która lasami, jeziorami i bagnami prowadzi wprost na Wschód.

Mam zapisany ten widok w dziecięcej części pamięci: za wiaduktem kolejowym nagle wyrastają w horyzoncie dwie wieże, których wybitność wyciąga je optycznie, czyniąc widokiem monumentalnym. Ze zdziwieniem zauważam teraz, że na prawo od bazyliki, ktoś wzniósł kopulastą neobarokową bryłę nowego kościoła.

Parczew jest pustawy w ciepłym jesiennym słońcu. Może piątek przed Wszystkimi Świętymi sprzyja pustce? Nawet cud, który się tu zdarzył rok z kawałkiem temu, wydaje się już zupełnie porzucony. Tutaj na głębokiej Lubelszczyźnie są sklepy czynne od piątej i mozaiki układane z ceramicznych kubeczków. Rynek łysy jak bywa w małych miasteczkach, które przeżyły lata dwutysięczne i obowiązkową rzeź drzew.

W pawilonie na osiedlu po cudzie – po ekspedientkę należy dzwonić – kupujemy mrowisko, przysmak z jeszcze głębszego Wschodu. Pasuje mi ono do orientalizmu, który właśnie uprawiam w miasteczku prababci Z.

Dodaj komentarz