
Walter Kempowski, Prima sort. Powieść mieszczańska, tłum. Małgorzata Gralińska, ArtRage 2025
W naszych okolicach zaczytywaliśmy się Grassem, bądź co bądź pieczołowicie odrestaurowaliśmy gdański gotyk. Fabuły Grassa, mimo że gdzieś w głębi autobiograficzne, były rozbuchane. Kempowski jest zupełnie inny.
Krótkie zdania, komunikaty, montaż z tych urywków. Ciasteczka w pudełku, pończochy Ute, smak oranżady Krausego, repertuar kin w oblężonym Berlinie.
To w końcu byli winni czy nie? Niemcy czy naziści?
W „Prima sort” nikt nie dokonuje strasznych zbrodni. Żydzi gdzieś zniknęli, ojciec coś tam robi na Białorusi (może awansują go na kapitana?), Anglicy niszczą nasze ukochane miasto wraz z Jakobikirche (dlaczego?), znajomi z frontu przysyłają piękne rzeczy (ten Karol mógłby się postarać), Hitlerjugend zwalcza jazz.
To w każdym razie nie my, to oni (wredna nazistka, agresywny przywódca HJ, nawet dziadek de Bonsac) – to oni uwierzyli, same przez nich problemy. Wróćmy do amerykańskiego jazzu.
W przerwach pomiędzy akapitami Kempowski umieścił niewidoczne nawiasy z wielokropkami. Opuszczenia – to ta druga książka – odczytujemy je bez trudu.
(Dopisane: akurat Jo. chwali się, że jest w Hamburgu i wybiera stare niemieckie odmiany jabłek, kiedy maszyna losująca strony wybiera: zanim dziadek [z Hamburga] założył sad, korespondował z pewną damą w Meklemburgii, kazał sobie przysyłać jabłka, a potem starannie wybierał szczepy. Każdy inny. Ależ to były odmiany!)

1 Comment