dziennik 80/25

Hala Mirowska, październik 2025 r.

Jesienie

Są lata, kiedy je się śliwki, ale są też takie, kiedy nie je się ich wcale. Raz smakuje dynia i co rusz wyciągasz pomarańczową blachę z piekarnika, a czasem jesienią nawet na nią nie spojrzysz, zachwycony papryką.

Albo sklepy: któregoś roku uczysz się układu półek w jednym, aż pewnego dnia przestajesz do niego przychodzić i trafiasz gdzie indziej i odkrywasz nowe półki i nowe smaki na nich. (Jak dawno nie byłem w aldim, a w lidlu – pewno z rok albo dwa).

Zamknęli haem na Marszałkowskiej – rzadkim nostalgicznym tonem wyznaje A. – Chodziłam do niego, jeszcze kiedy byłeś w Belgii (tamtej jesieni, która nas rozdzieliła).

Są ścieżki, trasy, drogi, które tylko raz w życiu. Kilka wiosen i jesieni. Pchanie wózka do klubiku, kupowanie ciepłych bułeczek na Kasprowicza. Droga do szkoły przez osiedla co rano. Teatralne drzewo. Truchtem na dół do tramwaju i w pośpiechu na Słodowcu. Życie jako wymiana ulic.

Śnią mi się ciocia Jagoda i ciocia Patrycja. Idziemy we śnie do klubiku. Dziecko nic a nic nie pamięta.

Dodaj komentarz