
Kiedy wieczór zapada, niechybnie mnie czekaj. Antologia poezji arabskiej z Al-Andalus (XI w.), red. Mateusz Wilk, Austeria 2025
Oczywiście, że zaczęło się od Cacela Velha i nieznajomych imion poetów w tamtejszych białych uliczkach. Zresztą właśnie stamtąd, z Qastalla Darrag, pochodzi jeden z autorów obecnych w antologii (redaktor nie wspomina, że to po prostu portugalska Cacela).
Al-Andalus, arabska Andaluzja, jest dla ówczesnych końcem świata, zarówno dosłownie (sami przecież wiemy, że tam kończy się znajomy świat i topi w ocenie słońce), jak i w przenośni (widziana z arabskiej perspektywy rekonkwista ma charakter apokaliptyczny). To doskonałe miejsce i czas na wielką poezję.
Poezja arabska – opowiada we wstępie Mateusz Wilk – zaczyna się od nostalgii. Klasyczna kasyda opłakiwać ma porzucone obozowisko. Forma idealna dla nas, którzy ciągle coś opłakujemy (Jarosław słusznie więc próbował kasyd).
Wziąwszy pod uwagę rzadką sieć osadniczą, krajobraz Al-Andalus do dzisiaj nie uległ znaczącym przeobrażeniom. W tych wersach musi być więc zapisany także żar Sewilli i zapach Algarve. Nie da się oderwać tamtej poezji od obrazów we własnej pamięci.
Jest w tym zbiorze zaskakujące bogactwo. Od rozważań o marności życia, poprzez homoerotyczne miłosne wyznania aż po Walladę piszącą sprośne paszkwile na dawnego kochanka. Piszą bowiem i mężczyźni, i kobiety, wymykając się naszym religijnym i chronologicznym stereotypom.
Nie ubieram dzienników podróżnych w kasydy, choć pławię się w nostalgii.
