księgarnia 49/25

Egzekucja Robespierre’a i jego współspiskowców przeciw wolności i równości (frag.), druk anonimowy, 1794, źródło: wikimedia.org

Colin Jones, Upadek Robespierre’a. Ostatnie 24 godziny Terroru, tłum. Grzegorz Kulesza, Znak 2025

To się nazywa eintopf. Wybaczcie proszę te kulinarne skojarzenia, ale nad tomem Colina Jonesa nasunęły się same. Pięćset pięćdziesiąt obfitych stron, jeden długi paryski letni dzień (9 thermidora II roku). Początkowo nawał informacji i nazwisk onieśmiela, ale wraz z upływem czasu akcji i oswojeniu trybów rewolucji, nie da się od „Upadku Robespierre’a” oderwać przez trzy dni września 2025 roku.

Jest to rzecz fascynująca. Podsumowujemy rewolucję banalnymi formułkami o pożeraniu własnych dzieci, tudzież o pstrym koniu, na którym jeździ łaska pańska. Tymczasem Colin Jones pozwala na wgląd w anatomię rewolucji: określonych ludzi w określonym czasie. Adaptacja tomu mogłaby być grą strategiczną.

W tym jednym dniu (jedność czasu, miejsca i akcji) Jonesowi udaje się poprowadzić tak naprawdę kilka opowieści:

o rewolucji – jak działają jej mechanizmy; „Upadek…” śledzi genezę 9 thermidora, pokazując kolejne jej etapy i zmienne koleje; bohaterowie rewolucji nie są stali w poglądach i uczuciach, a już na pewno nie w przyjaźniach (por. fragment o Robespierze jako świadku na ślubie: zarówno młodzi, jak i pozostali świadkowie skończyli jego decyzją na gilotynie);

o populiźmie – w postaci Nieprzekupnego odkrywamy bardzo bliską naszym czasom figurę trybuna ludowego, polityka, który stara się odczytywać społeczne nastroje i nimi manipulować;

o zarządzaniu kryzysowym – wgląd w oba ośrodki władzy: Konwent i Komunę pozwala śledzić, właściwie minuta po minucie, podejmowane przez nie decyzje i ich konsekwencje; nie jest tak, że zwycięstwo jednych jest pewne, waga chybocze dość długo;

o komunikacji – w ostateczności wygrana przypada tym, którzy potrafią lepiej i szybciej przedstawić swoje racje mieszkańcom; planowane przez Robespierre’a, na piątą rano 10 thermidora, aresztowanie redaktorów nie może się już wydarzyć;

o Paryżu i paryżanach – jednym z bohaterów „Upadku…” jest topografia miasta, to ona też współdecyduje o losach rewolucji; Wielka Rewolucja Francuska, podobnie zresztą jak kolejne liczne rewolucje, jest przede wszystkim rewolucją paryżan; to właśnie 9 thermidora odbiera suwerenność ludowi miasta, przekazując ją – na powrót – elitom (por. świetne badania o polskich elitach);

o terrorze – nie chodzi tylko o ciągłą pracę gilotyny na placu Obalonego Tronu, ale ogólnie o bezwględność i barbarzyństwo rewolucji, wyjęcie spod prawa, pozorowane procesy przed Trybunałem, rozstrzeliwanie armatą; gdzieś w tym czai się nowoczesność, która ciężar wojen i rewolucji zdejmuje z wojaków i nakłada cywilom;

o władzy – czytam ten tom w specyficznym momencie (pisałem już o tym): urzędowe intrygi, spiski, kozły ofiarne, uniewinnieni winowajcy, szukanie haków; oczywiście to nie żaden terror, to urząd w stadium anomii; Colin Jones oferuje mi ukojenie.

Dodaj komentarz