księgarnia 48/25

Okładka pierwszego albumu grupy „Hey”, 1993, proj. Marta i Łukasz Dziubalscy. Wszystkie płyty, o których opowiada Lada, także i ta, w mojej głowie są prostokątami, a nie kwadratami. Pochodzę bowiem z epoki magnetofonowej.

Tomasz Lada, Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000, Czarne 2025

Kto to jest na okładce? – pytam A. jeszcze w drzwiach. Może to i moja epoka, ale z trudem odgadujemy Reni Jussis. Za to zaraz przychodzi mi na myśl „Teksański” Hey’a. Tomasz Lada działa na mnie jak magdalenka: dyskoteki w podstawówce, szaleństwo Varius Manx w ósmej klasie, kupowanie kaset, ich charakterystyczny szczęk, nagłe odkrycie „Myslovitz” przy słuchaniu radia w R., koncert Kory na Lubliniance, D., która uwielbiała „Ich troje”.

Z tą książką jest jak z muzyką pop, o której opowiada: niby nie oczekujesz zbyt wiele, nie doznajesz uniesień, ale oderwać się nie możesz, więc już na Nowolipkach, pod księgarnią „Czarnego”, zaraz po ustaleniu, że to Reni, porzucam Robespierre’a, aby zanurzyć się w upojne lata dziewięćdziesiąte.

Nie ma w tym nic szczególnie pięknego: ludzie opowiadają o najlepszych latach swojego życia, choć czasem trafia się zaskakujący ustęp:

Trudniej jest sprzedać piosenki o tym, że jest cudownie, ludziom, którzy szukają, cierpią i nie mają beztroskiego życia. Bo przecież większość właśnie szuka, cierpi i nie ma tego beztroskiego życia (s. 336).

Wielogłos „Wszystko jak leci”, poza tym, że buduje barwną mozaikę wspomnień, gdzieś w niej ukrywając animozje i niewybaczone zdrady, jest wartką opowieścią o ostatnim dziesięcioleciu dwudziestego wieku nad Wisłą. Jej bohaterami są oczywiście gwiazdy (część nieco przygasła, ale i tak każdy wie, kto to jest Justyna Steczkowska, a głos Edyty Bartosiewicz u czterdziestolatków powoduje ciarki), ale także producenci, dziennikarze, radiowcy.

Przez dekadę epoka romantycznego zachłyśnięcia wolnością, wielkim światem, niekontrolowanych możliwości (Wiktor Kubiak mógłby być kolegą Daria ze „Ślepnąc od świateł”) i praktycznego wycofania się państwa przemienia się w epokę drapieżnego kapitalizmu, kejpiajów i formatów tworzonych pod reklamodawców.

Za świat, w którym miałem naście lat, zabierają się już muzealnicy.

Dodaj komentarz