
Aleksandra Paduch, Trzewia, Czarne 2025
– Co czytasz? – A, to smutna książka o jedzeniu i chorobach, bardzo dobra – zalecam A. – O jedzeniu i chorobach? Czyli o życiu – stwierdza.
Sto obrazów, dajmy na to sto słynnych widoków góry Fudżi. U Aleksandry Paduch mamy sto obrazów z życia (i śmierci) pewnej zwyczajnej rodziny. Nie ma tu specjalnej nostalgii za minionym, za latami dziewięćdziesiątymi, nie ma także specjalnych wyrzutów, rozdrapywania ran i win. Nie, to raczej chłodny, wyzbyty emocji, informacyjny styl Ernaux.
Jedzenie i choroby to przecież najlepsze tematy small-talków. Być może więc „Trzewia” to sto wycinków z historii rodzinnych do opowiedzenia gościom, znajomym, osobom w kolejce do lekarza pierwszego kontaktu. Oba tematy prowadzą zresztą wyimaginowaną grę słów z tytułem, tkwiąc w jego rdzeniu. Trzewia trawią jedzenie, za to trawione są przez dolegliwości.
Nie szukałbym w „Trzewiach” jakiegoś uogólnionego obrazu tamtej epoki, kiedy stawaliśmy się dorośli, wyposażeni w zestaw do przetrwania ostatniej dekady ubiegłego wieku (satelita, kolorowe czasopisma, reklamy wszędzie i wszędzie), nie, to opowieść w skali mikro, niewielka a wielka.

1 Comment