księgarnia 42/25

Edward Weston, Strych, 1921, źródło: https://www.moma.org/collection/works/83940

Jacqueline Harpman, Ja, która nie poznałam mężczyzn, tłum. Katarzyna Marczewska, ArtRage 2024

Usiadłem w samolocie (nie latajcie nigdy KLM), zacząłem kartkować (później wróciłem do tych pierwszych stron) i niemo wykrzyczałem, co to jest? Kobiece science-fiction? „Seksmisja” na odwrót? To trwało tylko chwilę, parę kartek, bo później się okazało, że od powieści Harpman nie da się oderwać

i od galopującego smutku, który wywołuje, też nie.

„Ja, która nie poznałam mężczyzn” to powiastka filozoficzna, bardzo mocny zapis umysłowego doświadczenia z dziedziny epistemologii, etyki i ontologii.

Czym jest wiedza? Czym jest czas? Czym jest moralność? Czy świadomość istnienia tworzy się w relacji z innym, czy osiągamy ją samemu? Czy życie skazane na śmierć ma sens a jeśli tak – to jaki?

Pojawiają się też pytania pomniejsze: czym jest literatura (Dopóki na tym stole pozostaną kartki pokryte moim pismem, dopóty w czyimś umyśle będę się mogła stać rzeczywistością, s. 178)? Kim jest dziecko w relacji do dorosłego?

To nie jest tak, że Harpman posiada jakieś odpowiedzi, raczej wymusza na czytelni(cz)kach refleksję. Dość bolesny proces, a w izolacji nad chmurami nawet dość przejmujący. Dajmy na to kwestię czasu – Dziewczynka, bezimienna główna bohaterka i narratorka zarazem, odtwarza przebieg eksperymentu prowadzonego przez Michela Siffre.

Najtrudniejsze pozostaje na koniec. Sami stajemy się królikami doświadczalnymi: przyzwyczajeni jesteśmy bowiem do bohaterów w kontekście społecznym. Ich wewntęrzne monologi zaczepiają o cudze życia, nawet u takiego egotyka jak narrator „W poszukiwaniu straconego czasu” kluczowa jest relacja z innymi. U Harpman musimy sobie wyobrazić radykalną samotność jedynego człowieka na świecie. I to wyobrażnie – przyznaję – mrozi krew w żyłach.

(Na wysokości jedenastu kilometrów).

Dodaj komentarz