dziennik podróżny 23/25

Sewilla, lipiec 2025 r.

Dziewiąta do Portugalii. Piąta do granic Starego Świata. Nowela andaluzyjska, Sewilla

1.

Skąd taka pewność, że skoro raz piąty, to będą następne? Nie ma żadnej pewności. Nie wiem nawet, czy kiedyś już byłem w Alhambrze – dobrze za to pamiętam sok pomarańczowy i smażalnię kalmarów koło szpitala dziecięcego na Trianie, która za drugim razem była już zamknięta.

Na amen.

2.

Sewillę można zwiedzić tylko powierzchownie. Owszem katedra, ogrody Alkazaru, liczne wyszukane smaki lodów, ale wiesz, że miasto to coś więcej. Ta intensywność ulic, poufne mapy arcybractw, bar w Macarenie, gdzie patrzą na ciebie jak na intruza w obcym świecie. Ona mnie nie opuściła: w przeciwieństwie do takiej Wenecji, Sewilla doskonale sobie radzi, żyjąc własnym, niezależnym od podróżnych życiem. Wystarczy wyjść poza przewodnik, zagubić się.

3.

W Sewilli, o ile dobrze pamiętam, mieszkała ze swoją papużką falistą, która pewnego dnia umarła, Pa. Historia Pa., która lubiła transmitować swój sen na insta, jest jakąś ulotną opowieścią, ulotną jak sam insta, z którego pewnego popołudnia po prostu znikasz.

Po raz pierwszy od dawna, fotografując niespodziewanie miasto, zatęskniłem za insta.

4.

Pani otwiera ciężkie drzwi. Wychodzimy na dach katedry. Cała opowieść o gotyku i zatyczkach, które otwierają sufit. Słońce uroczyście zachodzi. Zagubiona jaskółka kwili nad ołtarzem. Jestem teraz tylko szkłem w ołowianej oprawce na rozecie fasady.

Wybiegamy przed dziesiątą. Inna pani w umówionym barze czeka już na nas, ostatnich, którzy tego dnia mają rozróżniać gazpacho od salmorejo. Dopiero wtedy upał zelżał.

5.

W zaułkach kryją się boleśni Chrystusowie i Madonny: łzy jak grochy spływają po niebieskich policzkach. Ogień czyśćca tutaj taki jak piekielny.

Ich współwłasność dzielnic, tajne granice miasta, anadaluzyjska religia oswajająca z bólem.

Odcięte głowy Janów Chrzcicieli z anatomicznym odwzorowaniem wnętrza szyi.

6.

Zagęszczenie turystów w Alkazarze przekracza wszelkie normy. Wspólnie usiłujemy oglądać fascynację zwycięzcy pokonanym, bo do tego sprowadza się architektura pałaców.

W ogrodzie papugi skubią trawę jak gołębie. Paw nawołuje pawia.

7.

Nie zdążyłem opowiedzieć.

O podobnych jak siostry czerwonoustych tancerkach flamenco spieszących na Trianę pewnego popołudnia w święto. O wzroku mężczyzn w tramwaju spoglądających z zazdrością na umięśnionego Maura – jak grecką rzeźbę – biegnącego o poranku. O sprzedawczyniach w małych ukrytych lodziarniach, które wybór smaków zamieniają w uroczystość.

1 Comment

Dodaj komentarz