księgarnia 41/25

Carlos Ruano Llopis, plakat korridy w Toledo, 1942, źródło: thevintageposter.com

Ernest Hemingway, Pierwsze 49 opowiadań, tłum. Karolina Wilamowska, Marginesy 2025

Bardzo chciałem pójść na Trianę do domu, w którym umarł Manuel Garcia Maera (por. s. 400). Przypuszczam, że to tam gdzie mieści się obecnie bar „Maera”. Był upał, niemiłosierny gorąc i nie dotarliśmy. Podobnie jak nie dotarliśmy do areny. Ile można ciągać rodzinę śladami (i rzekomymi śladami) Hemingway’a.

Ten tom opowiadań to proza tak przejrzysta, że jak laboratoryjnemu spirytusowi można nadać jej skrót cz. d a. (czysta do analiz). Hemingway cz. d a. brzmi zresztą jak oznaczenie jakiegoś markowego alkoholu.

Zapewne dzisiejsi krytycy doszukaliby się w tych tekstach maczyzmu, rasizmu, seksizmu i – co oczywiste – znęcania się nad zwierzętami. Nie chce mi się sprawdzać na ilu czarnych listach jest Hemingway. Ale właśnie to jest siłą tego zbioru – brak ograniczeń, narzuconych reguł.

Kiedy pisze o wojnie, zwłaszcza w krótkich bezimiennych rozdziałach, kondensuje w nich cały jej bezsens i okrucieństwo. Od razu pomyślałem o tej wystawie w Trydencie na jej stulecie, na której zaprezentowano jedynie mundury, broń i rzeczy osobiste kilku żołnierzy, których ciała odsłoniło globalne ocieplenie.

Z kolei seria opowiadań o Nicku Adamsie, chłopaku z amerykańskiej prowincji, tworzy wzorcową historię coming of age, a opis miłości z jego odżibwejską rówieśniczką Trudy (s. 557) pozwala zrozumieć jak dokładnie literatura może odwzorować życie.

Opowiadania uczą jeszcze jednej ważnej rzeczy. Może z tego powodu ich wybór powinno się wprowadzić, tak sądzę, do lektur szkolnych. Tego, że obok przemijania, głównym elementem ludzkiego życia jest rozczarowanie.

Im wcześniej zaczniemy się uczyć rozczarowania, tym lepiej.

Dodaj komentarz