
Dziewiąta do Portugalii. Piąta do granic Starego Świata. Przesiadka, Amsterdam
Zazdroszczę tym, co do Montrealu i do Vancouver, gdy stewardessa wyczytuje listę transferów.
Lądujemy nad niderlandzką plażą. Morze ma kolor benzyny. Małe figurki uganiają się po piasku.
Ta przy oknie wraca do Anglii pogrążona w monotonnym egotycznym monologu. Wtrąca co i rusz angielskie wyrażenia: byłam strasznie depressed. Jej sąsiadka, znajoma całą sobą mówi, że nie słucha.
(Nawet kiedy wyciągają z półek bagaże i ruszają do rękawa, trwa jej opowieść).
Oliwkowa Insaf wywołuje imiona. Oczy ma opasane ciemną kredką. Jak przy studni w Sychar, tyle że zamiast wody podaje schłodzoną kawę.
Dziecko planuje lotnisko, z którego nie da się uciec.
Rozdzielili nas. Teraz A. (rząd po lewej) liczy walizki i whatsappem przesyła ich zdjęcia. Czerwona została w wagoniku – informuje z troską. My (rząd po prawej) zwiedzamy Paryż. Paryż jest biały – powinienem zrobić mu zdjęcie – jeśli dobrze się przyjrzeć szerokie aleje odchodzą od miniaturki Łuku, na trawniku obok wyrasta Wieża Eiffela.
