dziennik podróżny 15/25

Góry Izerskie, 30 czerwca 2025 r.

Padalec zwyczajny (Anguis fragilis)

1.

Nieistniejący narrator opowiada:

Szlak raz po raz przecinają mrówki, czarne i błyszczące, dużo większe od kampinoskich. Biegną prędko po kamieniach pod stopami.

Gdy nachylisz się i przyjrzysz bliżej drodze, dojrzysz czarne cmentarzyska. Tam biegną. Laufen zum Tode.

2.

Ludzie pojawią się dopiero w dalszej części drogi. Będą wpatrywali się w słońce na hali i jedli naleśniki polane jagodową frużeliną. Dużo gwaru, bieganiny dzieci.

Na razie jest spokój. Potok chłodzi. Padalce połyskują na rozgrzanej ziemi.

3.

Te góry należały do obcych poetów. Ów romantyczny zachwyt. Caspar David Friedrich na ekskursjach. Teodor Körner wspinający się na Smrk, który nosi jeszcze nazwę Tafelfichte. Na portrecie w mundurze nie odróżnisz Teodora od księcia Józefa. Obaj walczący o wolność we wrogich armiach zginą zresztą w odstępie kilku miesięcy. Z tytułów jego wierszy można uzbierać punktów na odznakę GOT.

Dopiero schodząc do miasteczek i odczytując na tabliczkach Konopnicką albo księdza Ściegiennego odkrywasz jak bardzo są tutaj nie na miejscu (onomastyka jako forma oswajania i zawłaszczania).

4.

Za Jelenią zaczyna się kraina zupełnie odmienna od okolic nam znanych. Smukłe wieże jednonawowych kościołów, zwieńczone barokowymi hełmami albo strzelistymi ostrzami. Wsie poukrywane w zbożu i chabrach.

Uzdrowisko znajduje się we wnętrzu gór. Woda, którą podają w drewnianej hali spacerowej ma żelazawy smak. Hotel nieopodal nosi nazwę Berliner.

Rzeczywiście nieliczni kuracjusze mówią po niemiecku, oglądając się za dziewczyną w białej sukience.

Dodaj komentarz