
Przygotowania
Tego ranka, dziesiątego, dzwony biły nieco dłużej niż w ostatnich miesiącach. Jakby już wieszczyły całkowite zwycięstwo i powrót zamkniętego Krakowskiego, i znowu narodowe nekromancje.
Czy na przestrzeni wieków ludzie zmieniają swoje zachowania? – spytał pod kawiarnią przewodnik wycieczki, wyczekując odpowiedzi przeczącej. Byli zbyt znudzeni, aby odpowiedzieć tak albo nie.
Potem ulewa zaciągnęła szczelny płaszcz po horyzont. Długo jasno i ciemno zarazem. Łubiny obłupione z płatków mokną na balkonie.
W pokoju dach z lilii. Pachną aż do windy i mają w sobie uroczystość.
Kawa znowu podrożała w niegdyś ulubionej kawiarni. Jeszcze trochę a taniej będzie wpaść na nią do Bergamo.
Popatrz jaka jest piękna i ma tutaj taki maleńki kolczyk – zupełnie bez ironii koleżanka na telefonie pokazuje mi żonę elekta: w tym samym momencie makaron w sosie niby norma ochlapuje moją niebieską plisę guzikową (sprawdziłem najpierw w krawieckiej wikipedii, że się tak nazywa). Tutejszy rząd już dawno upadł i nie ożywi go żadne expose.
