dziennik 45/25

Katarzyna Karpowicz, Wata cukrowa, 2024, (c) Katarzyna Karpowicz, fot. Mateusz Torbus, źródło: galeriaart.pl

Wycieczka szkolna do Krakowa

Nie dokarmiać ptaków – tak stało napisane. Ta starsza holendersko-skandynawska pani obserwuje mnie uważnie i chyba nagrywa jak gdybym to ja był zaklinaczem kawek. Dzielę się z nią kremówką, ale, proszę pani, to nie moja kawka. Ja tu nie-wys-tę-pu-ję. Po cichu dumny, że wybrała mnie ona, nie jakieś pospolite wróble.

Zaczynam od ptaków. Oto orły składają rozkawałkowane członki Stanisława. Co to znaczy porąbać, proszę pana? – nowe słowo na czwartek. Potem opowiadam jeszcze o drzwiach, które rąbie małoletnia Jadwiga, aby uciec do swego Habsburżątka.

Najbardziej żałuję, że nie mogę uciec na wystawę ulubionej malarki Ka., choć to tylko kilkadziesiąt kroków (z ponad dwudziestu tysięcy).

W kunstkamerze skarbca konterfekt umarłego króla.

Dokładnie, gdy skręcamy w Bracką zaczyna padać deszcz.

Liczne stoiska z pamiątkami oferują chińskie kapibary.

Siedmiu strażaków, każdy po dwadzieścia cztery godziny, gra hejnał w cztery strinu świata. To trzeszczenie o dwunastej w południe to po prostu kroki po deskach (Komunikat o dzisiejszym stanie wód, komunikat Krajowej Dyspozycji Mocy).

Obwarzanki. My wszyscy, że bajgle. Na rogu gra band. Zamienia się w rave szkolna wycieczka.

Dodaj komentarz