
116
W sto szesnaście pachnie starym kościołem. Rozpoznaję ten zapach, wprost z dzieciństwa, zawilgotnione ściany Trójcy w R., pleśń i kadzidło. Być może to woń przegryzionych przez czas ornatów albo październikowego różańca w świątyni oświetlonej czterdziestowatowymi żarówkami. Na Miodowej wgryza się weń przez moment zapach brukselskich gofrów, tych z chrzęszczącym w zębach cukrem, pojawia się niespodziewanie i równie błyskawicznie znika.
To wtedy orientuję się, że tył autobusu zapełniają starsze panie w paltocikach. Wydaje się, że jadą całkiem niezależnie od siebie, ale jest ich mnóstwo.

1 Comment