dziennik 35/25

2 maja 2025 r.

Naśladowanie Ernaux w sobotni poranek

Lunęło nagle aż ugięły się biało-czerwone markizy nad straganami. Ciśnienie było niskie i sprzyjało niesnaskom, za to świeża, wilgotna zieleń nowalijek u braci przyciągała obfitością. Z boku nawoływał rzeźnik. Przy sąsiednim stoisku, tym, w którym nigdy nie kupował, siedział smutny wyżeł weimarski w żółtym sztormiaku jakby zdjętym z dziecka. Deszcz jak przyszedł, tak ustał, zmieniając się w rzadką mżawkę. Pachniało zielonym.

Wbrew nigdy niekończącej się wiośnie  supermarketów, hala przynależy do starego cyklu wegetacyjnego, razem z wymarłymi świętami takimi jak Wianuszki czy Zielnej (kiedy zabrzmi archaiczne błogosławieństwo pierwocin zieleni). Na stoiskach czas nadal jest okręgiem, kolejne tygodnie zwiastują nadejście rzodkiewek, powrót kiszeniaków albo odejście ligoli.

Zresztą jego życie w mieście, jeśli dobrze się przyjrzał, wpisywało się we własne całoroczne mechaniczne koło:

rozbieranie i wynoszenie choinki, zakupy roślin na balkon, wymiana opon na letnie, przegląd samochodu, zakupy zeszytów, wymiana opon na zimowe, kupowanie i ubieranie choinki, pieczenie pierników.

(Teraz należało umówić przegląd samochodu).

1 Comment

Dodaj komentarz