dziennik 25/25

Refik Anadol, Living Architecture: Gehry, instalacja SI, Muzeum Guggenheima w Bilbao, kwiecień 2025

Transmisja live z własnego życia

Poproszę siedem różnych kanapek i siedem różnych muffinów – mówi pani przede mną w kolejce po kawę, którą właśnie opuszczam, podjąłem decyzję (siedem razy szczypcami do siedmiu różnych torebek kanapki, siedem razy szczypcami do siedmiu różnych torebek muffiny).

Z tą liczbą siedem mogłaby mieć coś z wróżki albo z apokalipsy.

Natarczywe wróble czekają na siedem okruchów z każdej z siedmiu kanapek. Już wiosna, pora ćwiergolenia a meteorolodzy stawiają błędne prognozy. Na wróble szczeka samojed. Smycz napina się prawie o stolik. Kupiłem tę kawę później.

*

Panie na basenie pokazują sobie groby. Tu piękna złota róża – chwali się jedna drugiej.

Wczoraj trafiłem przypadkiem na egzekwie ekspedientki z samu. Wszystkie kasjerki siedziały w kościelnych ławkach, odruchowo przesuwając towary. Po mszy w trawie buszował jeż: niewykluczone, że to właśnie ona.

*

Obudziła nas pierwsza wiosenna osa, wpadając przez balkon do sypialni. Zupełnie niepoetycko to brzmi.

Różowowłosa dziewczyna pod sąsiednim blokiem podlewała szlauchem bratki w betonowych śmietnikach.

*

Dwadzieścia osiem stopni. Niebywały o tej porze tłok w autobusach. Nerwowość charakterystyczna dla świąt. Jakaś dziewczyna, wygląda jakby miała zemdleć, ogląda film, rozpływa się w hałasie. Typ w garniturze, fizys sutenera, krzyczy do niej: k..wa, co to za wiejskie zwyczaje puszczania na głos. Garnitur pachnie wielkim miastem.

Wjeżdża trójka dzieci na różowych wrotkach. Przepycham się koło staruszka, który pod pachą tuli jorka.

1 Comment

Dodaj komentarz