dziennik podróżny 4/25

30 marca

Pampeluna, 30 marca

Śpiąc, alabastrowi królowie Nawarry, Don Karlos i Dona Leonor, wciąż słuchają mszy. Oto przed nimi tłusty ksiądz w różowej dalmatyce i w birecie Krzysztofa Kolumbia z fioletowym kutasikiem. Kadzidło, chór, dwie kobiety w mantylkach modlą się po stronie króla. Syn marnotrawny po raz kolejny powraca do ojca.

Tymczasem przed katedrą siwy człowiek z dyktafonem nagrywa melodię dzwonów. Tak brzmi wieczność – przez sen szepcą alabastrowi monarchowie.

*

Pampeluna, 30 marca

Nie można palić w ulubionej kawiarni Hemingway’a. Uważam to za bluźnierstwo. Nie sprawdzę, czy podają absynt: uciekam od kelnerek w strojach z epoki, które z ociąganiem sprzątają stoliki.

Siedział przy którymś.

*

Ainhoa, 30 marca. Dom kupiony za pieniądze syna Jana zarobione w Ameryce

Dolina najpierw staje się zimnokrwiście konna, potem ośla, wreszcie zielone hale porastają owce.

Pan w barze przy moście jest rewolucjonistą, ale w godzinach pracy serwuje espresso.

Drzewa strzegą przełęczy a potem opuszczona budka celników, flaga republiki, ciężki traktor wąską drogą wiezie gnój.

Do najpiękniejszej wioski Francji (trademark w nawiasie) wychodzi się przez cmentarz. Lista poległych obwieszcza triumf Wielkiej Wojny nad drugą i nad algierską (1 zabity mieszkaniec). Prawdziwa granica: na północy do wody dolewają syrop.

W sklepie z espadrylami pan mówi, że Polska jest piękna a ludzie mili. Sprzedawał tam kiedyś warzywa Bonduelle.

Domy są tu biało-czerwone, budowane tak dawno jak sięgają moje linie chrząszczy, to  jest przodków.

Dodaj komentarz