30 marca

Śpiąc, alabastrowi królowie Nawarry, Don Karlos i Dona Leonor, wciąż słuchają mszy. Oto przed nimi tłusty ksiądz w różowej dalmatyce i w birecie Krzysztofa Kolumbia z fioletowym kutasikiem. Kadzidło, chór, dwie kobiety w mantylkach modlą się po stronie króla. Syn marnotrawny po raz kolejny powraca do ojca.
Tymczasem przed katedrą siwy człowiek z dyktafonem nagrywa melodię dzwonów. Tak brzmi wieczność – przez sen szepcą alabastrowi monarchowie.
*

Nie można palić w ulubionej kawiarni Hemingway’a. Uważam to za bluźnierstwo. Nie sprawdzę, czy podają absynt: uciekam od kelnerek w strojach z epoki, które z ociąganiem sprzątają stoliki.
Siedział przy którymś.
*

Dolina najpierw staje się zimnokrwiście konna, potem ośla, wreszcie zielone hale porastają owce.
Pan w barze przy moście jest rewolucjonistą, ale w godzinach pracy serwuje espresso.
Drzewa strzegą przełęczy a potem opuszczona budka celników, flaga republiki, ciężki traktor wąską drogą wiezie gnój.
Do najpiękniejszej wioski Francji (trademark w nawiasie) wychodzi się przez cmentarz. Lista poległych obwieszcza triumf Wielkiej Wojny nad drugą i nad algierską (1 zabity mieszkaniec). Prawdziwa granica: na północy do wody dolewają syrop.
W sklepie z espadrylami pan mówi, że Polska jest piękna a ludzie mili. Sprzedawał tam kiedyś warzywa Bonduelle.
Domy są tu biało-czerwone, budowane tak dawno jak sięgają moje linie chrząszczy, to jest przodków.
