
Czym wojna jest?
Już w pierwszych miesiącach wojny zapisywałem o oczekiwaniu wdzięczności jako nieujawnianym, a może często nieuświadamianym, podtekście udzielanej pomocy. Przez trzy lata zawsze gdzieś był on podskórnie obecny, ale nie przebijał się wyraźnie. Rzecz wstydliwa, temat tabu, tak jak antyukraińskie fobie (- Tragedia – telefon ze szpitala – operował lekarz-Ukrainiec…).
Trump ze swoją putinowską agendą i pogardą dla Ukrainy nagle uwolnił nas od zahamowań. W ciągu paru tygodni politycy odkryli, że niewdzięczny Ukrainiec jest skuteczną metaforą. Podchwycił ją nawet liberalny kandydat (oczywiście w postaci wysublimowanej).
W trzecią rocznicę wojnę przenieśliśmy do spraw cudzych.
*
Opowiem wam o wojnie, tak jak zawsze opowiadam, wasz korespondent ze zwyczajnych wojennych instagramów (przecież tam trzy lata temu utraciłem F.), podrzucanych przez algorytm.
Rolka jakiejś dziewczynki, nieco starszej od Dziecka, która płacze. Podpis „Tęsknię za tatą”. Otwieram komentarze. Odpowiada Z.: ja też, mój tata na wojnie. Odpowiada Viktoria: ja też. Vlada: ja też za tatą. Eva: ja za tatą, co umarł i za mamą, co w Polsce. Ljubov: ja też tęsknię. Julia: ja też za tatą tęsknię. Sofia: Boże, kiedy skończy się ta wojna. Oleksandra: u mnie tatę na wojnę zabrali, też tęsknię. Sonik: ja także za tatą i też płakałam. Darina: ja chcę do taty. Pół tysiąca komentarzy.
Tym wojna jest, nie politycznym igrzyskiem i nie abstrakcją, lecz sumą indywidualnych tragedii osób, takich jak my. Im bardziej o tym zapominamy, tym łatwiej rozmaitym hochsztaplerom wcisnąć nam, że to nie nasza wojna.

1 Comment