
Monika Śliwińska, Książę. Biografia Tadeusza Boya Żeleńskiego, Wyd. Literackie 2024
(Pobożno) Na mszy dziecięcej ksiądz wzywa do opamiętania. Edukacja zdrowotna w szkole, pełna demoralizacja dzieci i młodzieży, niszczenie rodzin, upadek świata. Przypominam sobie z „Księcia” fragmenty na temat batalii o małżeństwa cywilne i rozwody, tudzież o niekaralność przerywania ciąży. Brzmi ta sama hipokryzja, pienią się biskupi, wygrażają, te same paniusie, dziewice konsystorskie, zabierają się do protestów, taka sama narodowa młodzież. „Nasi okupanci” – aktualne po stu latach. Jeśli miałbym wskazać odważnego naśladowcę Boya w polskiej publicystyce byłby to Jerzy Urban.
*
(R., dawno temu) Dorwałem kiedyś w biblioteczce „Słówka”. Bo niewiele mi z Boya zostało, tyle że literackie hasła u Kopalińskiego, przekłady postarzały się wraz z epoką. „Słówka” śmieszyły mnie średnio, ale te wersy lubię sobie powtarzać w każde urodziny:
Gdy się człowiek robi starszy, / Wszystko w nim po trochu parszy – / wieje.
*
A może nie Urban, ale Róża Luksemburg, podobnie zapalony w swym idealizmie. Boy organizujący „Kroplę mleka” dla ubogich niemowlaków wzrusza. Jedna cecha bohatera dominuje w opowieści Śliwińskiej: sprzeciw wobec obłudy.
Uderzający jest zresztą cytat z odezwy Związku Ziemian z Hrubieszowa (a w Polsce opłakiwanie ziemian i ich losu było bardzo trendy, dopóki się nie pojawili wichrzyciele z historią ludową. Te małe dworeczki, epicentra polskości, sami wiecie):
W związku z trudnościami przeróbek i dostosowań starych mieszkań folwarcznych do obecnych wymagań władz, a między innemi żądania, by rodziny posiadające większą ilość dzieci dostały więcej izb, doradzamy WPanom wymówić posadę takim rodzinom i wręczyć konotatkę przed 1 stycznia 1930 roku (s. 303).
Przedtem na pasterce zasiąść w pierwszej ławie i rzewnym głosem zapiać Podnieś rękę Boże Dziecię!
*
Monika Śliwińska fantastycznie opowiada o swoim bohaterze i epokach, w których przyszło mu żyć. Najbardziej fascynujący wydaje się młodopolski Kraków, być może z powodu mitu, przez który go postrzegamy. Tutaj bohaterowie biografii okazują się również bohaterami literackimi. Zosia z „Wesela” jest przecież Zofią Żeleńską, a jej mąż zakochuje się w odtwórczyni jej roli.
*
Prawdy, półprawda i nieprawdy przekazywane po latach przez żyjących świadków historii formułują życiorysy tych, którzy nie mogą się bronić (s. 484) – wprawdzie Monika Śliwińska pisze tu o ostatnim, lwowskim epizodzie życia Boya, ale odczytuję to zdanie bardziej uniwersalnie jako sprzeciw wobec biografistyki podejrzeń, która jednych oczyszcza a innych obrzuca błotem (przywoływany casus Jacka Trznadla, samozwańczego sędziego, którego cytują bezrefleksyjnie kolejni autorzy).
Może to z tego powodu Boy, celebryta dwudziestolecia, został właściwie zapomniany.
