księgarnia 1/25

Kartka z zielnika prowadzonego przez Różę Luksemburg, Fundacja im. Róży Luksemburg, 2009, źródło: facebook.com

Weronika Kostyrko, Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat, Marginesy 2024

Przywrócić światu Różę

W jakimś alternatywnym kosmosie Róża Luksemburg jest świętym Franciszkiem. Rozmawia z sikorkami (Boże, a te ostatnie słowa z listu do Mathilde Jacob, na moim nagrobku mają być tylko dwie sylaby: cwi-cwi, poruszają do szpiku kości), na dziedzińcu więzienia sadzi bez, poruszają ja nawet kamienie i ich historia. Przede wszystkim wierzy, że człowiek z natury jest dobry (zgubna to wiara).

Ona jest tak wspaniale idealistyczna – zapisałem po pierwszych stronach, ale szybko dotarło do mnie, że to wcale nie jest takie wspaniałe:

Kostyrko śledzi losy nie tylko Róży. Bardzo przystępnie opowiada o historii polskich socjalistów i komunistów na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, przypominając zapomnianą Rewolucję 1905 roku. To, co na lekcjach historii jest niezbyt zrozumiałą metamorfozą skrótowców, w „Róży” zmienia się w serial o ludzkich wyborach. Róża ginie za swoje ideały, jej kolega Feliks za te ideały będzie masowo zabijał.

Przywrócić światu Różę – slogan, który we mnie się tli od mniej więcej połowy książki, tak naprawdę mówi o aktualności Róży u progu katastrofy i wszechwładzy miliarderów. Oczywiście, po dwóch wojnach światowych i niezliczonych mniejszych konfliktach, jej wiara w człowieka nie wydaje się zbyt sensowna, ale analizy dotyczące bogactwa, władzy i wojny – jak najbardziej. Kolejne tygodnie stycznia, hajlujący Musk, wszystko wydaje się już być opisane sto lat wcześniej.

Przywrócić, czyli dać też inną perspektywę, choć PRL skutecznie skompromitował i ideały Róży, i ją samą. Historia, której się uczymy opowiada o powstańcach i odezwach, a zupełnie odsuwa losy zwykłych ludzi. Krajobraz przerażającej biedy i wyzysku jak z „Germinala” Zoli – w nim zamieszkują nasi przodkowie wyrobnicy i zatrudnione we dworze – to z niego rodzi się wielka idea Róży, większa od idei narodowych.

To dlatego woła w imieniu eksterminowanych Hererów, choć ogarniętych narodową manią Niemców niewiele to obchodzi. Wierzy, że nie można stać obok. Staje się w ten sposób patronką ratowników z Puszczy Białowieskiej i protestujących przeciw ludobójstwu w Gazie. Święta Róża na nasze czasy.

W epoce prawicowej i turbokapitalistycznej jej idea troski o innych, coraz trudniej daje się wytłumaczyć. Elon, nie Róża.

(Osią mojego dziecinnego świata była ulica Róży Luksemburg. Nawet kiedy zastąpił ją ksiądz Popiełuszko, do sklepów szło się na Róży. Nie musimy nazywać ulic. Przywrócić światu Różę, znaczy inaczej spojrzeć na rzeczywistość).

2 Comments

Dodaj komentarz