dziennik 76/24

Otto Hesselbom, Wigilia na grobie, 1896, źródło: facebook.com

1.

W wigilijne popołudnie Lublina nie było. W byłej dolinie Czechówki, której śladem biegła obecna trasa warszawska, mgła żarłocznie pożerała samochody i znaki drogowe. Poczekajki też nie było. Oczywiście wolałby śnieżycę, ale ona należała już tylko do wspomnień z dzieciństwa, za to mgła ciekawiła go. Mgła jako metafora: oni we mgle zajeżdżający pod znajomy blok – ten sam schemat od kilkunastu lat, którego niestałość zaczynali dostrzegać dopiero teraz.

2.

Karp zaczynał się w okolicach parteru, tuż przy domofonie: wypływał zza kolejnych drzwi i dopiero w okolicach trzeciego ustępował przez woń silnego środka do posadzek. To tam.

3.

Na pierwsze danie Dziecko zjadło aniołka, tego, nad którego zdobieniem spędził dobre dziesięć minut. Bardzo był z niego dumny: niebieska sukienka, różowe rączki i główka, żółte pociągnięcia skrzydeł. Do tego srebrne i białe kuleczki.

4.

Dziecineczka, Paniąteczko, Dzieciątko. Przez ostatnie miesiące wiele godzin spędziłem nad zapiskami prownicjonalych proboszczów. Zawsze zjawiało się ich dwóch, świadków, kuzynów albo sąsiadów, przychodzili do plebana, a on zapisywał, kiedy to się stało, przychodzili, aby opowiedzieć o nowym życiu albo o śmierci.

Próbuję sobie ich wyobrazić. Jak przeszli przez kopny śnieg, para unosząca się nad końskimi chrapami, weszli po wąskich schodach pod górę w Cz. albo do budzącej repsekt ogromnej bryły neogotyku w P. i teraz tłoczą się w zapachu śledzi, wódki i dymu. Zaraz zaczną głosem wypełniającym mury śpiewać o narodzeniu.

Chciałbym zrozumieć o czym śpiewają. Czy abstrakcyjnym bożym dziecku? Za kilka miesięcy będą je opłakiwać jako dorosłego, uderzać w piersi i zawodzić w gorzkim żalu. A potem w poranek wyznawać z wiarą, że nie zna śmierci Pan żywota? A może jednak w tym dzieciątku z kolęd opłakują Zosie, Marysie i Antosiów? Te krótkie zapiski z metryk, nic nie mówiące o położnej przychodzącej w nocy, o bólu, o narodzinach, które okazały się śmiercią. Może o tym właśnie śpiewają, o tym, o czym wstydzą się głośno mówić? I teraz tej nocy, mogą opowiedzieć o tym wszystkim, wplatając w kolędę?

A potem wyjadą w jasną noc oczyszczeni. Obejrzą się na ogrodzony murem cmentarz nieopodal. Zatną konie i zatną się w sobie.

Dodaj komentarz