
Patryk Zalaszewski, Luneta z rybiej głowy, Czarne 2024
Proza rybacka to zupełnie odrębny gatunek prozy, któremu należałoby w bibliotekach i księgarniach oddawać własne półki. Nie jest podobny do niczego innego, a debiut Patryka Zalaszewskiego – co za debiut! – doskonale wpisuje się w jego ramy: rybacki realizm magiczny.
Krótkie, ale za to bardzo mocne i pod względem narracji, i pod względem tonacji, opowiadania dzieją się w małej zamkniętej społeczności, w której mężczyźni wypływają na połów bez pewności powrotu, a kobiety oczekują i znoszą patriarchalną przemoc. W akwenie opisywanym w „Lunecie” rozpoznajemy bez trudu Chłodne Morze Huelle’go.
Pogranicze ziemi i morza jest przestrzenią liminalną, dlatego też rozmyciu ulegają wszelkie podziały, także te podstawowe: na żywych i umarłych, na ludzi i zwierzęta. Prozę Zalaszewskiego zaludniają Inni, wykluczeni i wykluczający się z nadmorskiej społeczności.
Do tego język. On też jest słony i kamienny.

1 Comment