
Wisława Szymborska, Czesław Miłosz, Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko, Znak 2024
1.
Parę dni temu widziałam Pana z okna tramwaju.
Pan sobie gdzieś szedł.
Nigdy dawniej nie myślałam, że taki widok będzie w Krakowie możliwy (s. 92)
Lata dziewięćdziesiąte to były lata ambiwalentne. I nie chodzi tylko o przedwczesne pozytywne myślenie o światowym porządku, o którym wspomina Marcin Wicha w swoim wstępie (dokładniej, na s. 7). Z jednej strony po Krakowie chodziła dwójka poetów-noblistów, Skrzynecki zapowiadał Dezyderatę, Tischner opowiadał w telewizji o katechizmie a Turowicz prowadził kolegia na Wiślnej. Ostatnie ślady epoki inteligencji, tej, która doświadczyła wojny i uodporniła się na romantyzm, i z którą można było prowadzić rozmowy na koniec wieku. Z drugiej, ta sama inteligencja w swojej – dziś powiedzielibyśmy to otwarcie – bańce nie potrafiła dostrzec pegeerów, bezrobocia, biedy, bandyterki i łowców skór. Dwie twarze tej samej epoki, którą spędzałem pod pawilonem na Róży, jedząc na szkolnych przerwach lody śmietankowe i czując się jej dziecięciem (aspirując do bańki, zawsze popierałem Unię Wolności).
2.
Kto by oczekiwał w słowach Szymborskiej i Miłosza ech tej ambiwalencji, ten się zawiedzie. Przytoczony poetycki obrazek z listu Wisławy z roku 1994, jest jednym z dłuższych tekstów. Szymborska bowiem wyprzedzała epokę, a i Miłosz starał się jej dorównać.
Jeszcze dwadzieścia lat wcześniej Jarosław wypisywał sążniste listy. Tymczasem Szymborska w latach dziewięćdziesiątych żyła już w kolejnym wieku. Jej wyklejanki, czyż nie są prekursorami memów? Czy nie odnalazłaby się doskonale w kulturze obrazkowej, w której wyklucza się zbędne słowa?
Wcześniej odkryła to, do czego ludzkość doszła już po jej śmierci.
(Formą pamiętnika stają się – wiem to, uzależniony od mediów, argonauta północnego internetu – serie krótkich filmików, po dziesięć, dwadzieścia sekund. Ktoś je nawet zatutułował „Moje życie”).
3.
Wysyłam więc te memy. Jest środek lat dwudziestych. Natrafiam na tytuł, który, nie mam wątpliwości, wycięłaby Wisława do swoich wyklejanek:
Orki zakładają czapki z martwych łososi.
