
Charles Reznikoff, Muzykant, tłum. Piotr Sommer i Marcin Szuster, WBPiCAK 2023
Niebrzydka kobieta po trzydziestce samotnie jadła kolację. Spojrzeliśmy na siebie z dwóch końców restauracji (s. 161). Te zdania to dokładnie kadr „Automatu” Hoppera. W takich hopperowskich wnętrzach dzieje się „Muzykant”: obskurne bary, nazywane automatami; tanie włoskie restauracje; ciemne małe kina. Nowy Jork lat trzydziestych z krami na rzece Hudson. Cała powieść złożona z małych kadrów, pojedynczych ujęć, kilkuzdaniowych fotografii.
Niewiele mnie obchodzą klasyfikacje krytyków literatury. „Muzykant” Reznikoffa to przede wszystkim portret człowieka w kryzysie, przejmująca historia o zapadaniu się człowieczeństwa. Tytułowy Jude Dalsimer, szkolny kolega narratora, najpierw przestaje pracować, potem formalnie traci pracę, szuka jej, wreszcie poddaje się rezygnacji, a w konsekwencji – szaleństwu. Kolejne spotkania bohaterów coraz bardziej wyzute są z nadziei.
Tłem „Muzykanta” jest Nowy Jork czasów wielkiego kryzysu. Niby poruszamy się na poziomie parteru, wspomnianych barów i kin, ale dobrze wiemy, że nad nimi strzelają w górę artdecowskie wieże ponurego Gotham. Napływający i od razu znienawidzeni uchodźcy z Niemiec przypominają jedynie, że nigdzie nie jest lepiej.
Takie rzeczy – powiedział Jude [zanim zapadł się i zamilkł] – każą pogodzić się z myślą, że świat, pozbawiony wsparcia niebios, któregoś dnia zginie (s. 106).
