
Zdarzenie
– Ktoś umarł w restauracji na dole – dwaj pomywacze na fajce omawiają szczegóły. Była krew. Nie było żadnej krwi. Zawołał. Złapał się za serce. Nie da się ustalić jednej wersji zdarzeń. Na niebiesko błyska pusty ambulans. Wyszedłem z pokoju na chwilę i nie poszedłem na obiad.
Do granic
W Omanie groźna funkcjonariuszka po pobraniu odcisków palców, uważnie przyglądała się mojemu paszportowi. Był starszy od pozostałych i strony miał czyste, nieupstrzone bohaterami. Wyraźnie preferowała grafiki: Dmowski prawie jak sułtan. Zawołała kolegę i zdecydowali, że jednak tak. Wizę przystawiła pod amerykańską. Ta chwila zawahania.
Poszliśmy do Muranowa, takiego jak kiedyś, pachnącego jak dawniej Muranowem, i nami młodszymi o dekadę, na „Do granic”: pięknie pobudzający urzędnicze lęki.
Elegie instagramowe
Czasem miałem wrażenie, że to on mną rządził, a nie ja nim. W widokach widziałem tylko kadry. Układanie sekwencji obrazów zajmowało całe minuty. Pilnowałem, aby wierzyć w trójcę. Z tysięcy obrazów te uporządkowane tercety miały zastępować mnie. Moje oko było okiem aplikacji.
Upały
Pora żaru. Ogromna stałość powietrza. On taka dolegliwość cielesna: czarna czereśnia. Pozorowana kremacja.
