księgarnia 32/24

Wiesław Stasiak, Zabudowania PGR Żydowo, lata 70.-80. XX w., źródło: poliart.biz

Bartosz Panek, Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach, Czarne 2024

1.

Reportaż o pegeerach ukazuje się, sprawdzam w spisie z tyłu tytułowej strony, po reportażach o szpitalach psychiatrycznych, zarażonych HIV i przemocy domowej. Być może dlatego, że pegeery – ich życie i upadek opisywane przez Bartosza Panka – stanowią rodzaj ogólnopolskiego tabu. Tym większe uznanie dla autora, który zdecydował się na taki temat.

A może, zastanawiam się na koniec, należy zamknąć ten rozdział. Gdzieś wśród rozmówców „Zboża…” pojawia się, tak mi się wydaje, podobna sugestia. Przestać określać obszary, wsie i miasteczka jako popegeerowskie. Zmyć piętno, które wciąż widoczne.

2.

(Moje wspomnienia z transformacji)

W innych światach moja rodzina należałaby do typowej klasy średniej. Oboje rodzice związani z uczelnią, od małego uważałem, że tylko takie życie jest prawdziwe. W zlewkach parzymy czasem ziółka, cylindry zastępują nam wazony. Najważniejszy serial czasów przełomu „W labiryncie” opowiada o ludziach, których znam.

Wtedy następuje transformacja. Nie zamienia nas w mielonkę jak pracowników wielkich przedsiębiorstw (i pegeerów), ani też nie uskrzydla jak nomenklaturę i co bardziej przedsiębiorczych znajomych, którzy wsiadają do pociągu z napisem KAPITALIZM. Inteligencja idzie w odstawkę. Zostajemy tam, gdzie byliśmy, tylko z frustracją i zawiedzionymi nadziejami. Zbierane od lat „Tygodniki Powszechne” posłużą do wyłożenia podłóg w czasie malowania mieszkania.

Kiedy wracamy z Jugosławii, jest już po wojnie na górze. Inflacja jest opanowana a w sklepie Delirood na Krakowskim można kupić kiwi i ananasy. Za to przestaje istnieć Jugosławia a piosenka o oczach słodkich jak czekolada, wykonywana na Eurowizji, jest jej łabędzim śpiewem.

W nowym świecie nie wszystko jest nowe. To chyba największy zawód moich rodziców: Nowe, podobnie jak Stare nadal promuje lizusów, koniunkturalistów i miernoty. (Kiedy zapisuję to zdanie, odkrywam, że wypisuję w nim swoją własną frustrację z maja dwudziestego czwartego).

Wcale o tym nie rozmawiamy, ale gdzieś czai się tam klasowa Schadenfreude. Sukces nas ominął, ale nie jesteśmy tacy jak tamci: złodzieje i pijacy z pegeerowskich wsi, rozkradli wszystko, zniszczyli maszyny i lenią się na zasiłkach zamiast wziąć się do pracy. Nie wiem, skąd o tym wiem, może z „Gazety Wyborczej”, ale tkwi we mnie ziarno pogardy, jaką inteligencja darzy proli. Nie obejrzę „Arizony” a mimo to doskonale będę wiedział, co się w niej dzieje. Tak samo będę patrzył na blokady dróg i na Leppera (zresztą w swym obrzydzeniu nie będę sam: teatr telewizji pokaże „Bigda idzie” Wajdy, którego przesłanie odczytać umie każdy z 38 milionów obywateli Polski). Dopiero reportaż Bartosza Panka porządkuje moją wewnętrzną wiedzę, układa chronologię zdarzeń, wpisuje tamtą moją pogardę w wyznanie wiary lat dziewięćdziesiątych.

3.

Czytam „Zboże rosło jak las” w kontekście dotychczasowych lektur o awansie społecznym. Wbrew całej propagandowej otoczce gospodarstwa państwowe hamowały zmiany społeczne, odtwarzając i reprodukując zasady gospodarki folwarcznej. Pomijam – świetnie opisane w książce – kwestie złego planowania, brakoróbstwa czy nacisków propagandy. Pegeery przywiązywały swoich pracowników do siebie, zarówno poprzez pracę, organizację życia rodzinnego i społecznego, jak i względną izolację od świata zewnętrznego. Nawet samo nazewnictwo ukazuje długie trwanie: sercem pegeeru najczęściej jest dawny ziemiański dwór, czterorodzinne domy, choćby budowane z pustaków, noszą nazwę „czworaków”. Stosunek rolników indywidualnych do pracowników pegeeru także – wydaje się – odzwierciedlał historyczne relacje chłopów posiadających ziemię do bezrolnych.

Utrwalenie folwarku także jako pewnego sposobu myślenia o relacjach międzyludzkich zatrzymało w pegeerach czas.

Paradoksalnie więc ich upadek dał możliwość, kosztem wielkich wyrzeczeń, awansu społecznego. Sytuacja po transformacji przypomina tę powojenną, wyzwalającą społeczną mobilność. Rozpada się wspólnota. Opowiadane przez Bartosza Panka historie powtarzają schemat znany z – choćby – „Pejzażu dobrej kobiety”. Kiedy mężczyźni zostają pożarci przez system, władzę nad przyszłością przejmują kobiety. Ci, którzy nie sprosta ja dołączą do ciemnej liczby samobójstw z przyczyn ekonomicznych.

Asia jest pewna, że rodzice stanęliby na głowie, żeby ich dzieci nie musiały kończyć technikum rolniczego w Dołhobyczowie. Mama wyjeżdżała do Niemiec co roku przez dziesięć lat (s. 208). Upadek pegeeru to czas matek.

4.

Przez długi czas oficjalnie w obiegu funkcjonowały tylko dwie opowieści o polskiej transformacji. Ta chwalebna legenda, w której wszystkie wydarzenia łączyły się w logiczną całość. Balcerowicz był konsekwencją wolności, jej warunkiem i dobrodziejem zarazem. Obok niej pojawiała się czarna opowieść o spisku elit i przejęciu państwa. Obie były historiami pisanymi z perspektywy warszawskiej klasy średniej. Jakakolwiek inna wersja wydarzeń była ośmieszana i wyciszana.

Na początku czerwca dwudziestego czwartego, dzień po premierze „Zboża…”, na wiecu z okazji 35-lecia transformacji znów wersja chwalebna jest przyjmowania całkiem bezkrytycznie. Kolejnego dnia koalicja rządząca przegłosowuje w senacie, że naruszenia prawa pracy nie mogą być przedmiotem zgłoszeń sygnalistów. Duch Leszka B. ponownie krąży nad krajem.

1 Comment

Dodaj komentarz