
Carolyn Steedman, Pejzaż dobrej kobiety, tłum. Aleksandra Paszkowska, Krytyka Polityczna 2024
1.
Nie oceniaj książki po okładce, ale ta jest akurat pięknie żółta, jakby sam kolor już chciał wzbudzić zaufanie.
Nie wiem czemu, ale od pewnego czasu czytam książki o awansie społecznym, przy tym analizuję siebie i znajomych. Na przykład z A. różnimy się pokoleniami awansu. Czy to wpływa na nasze życie? Na nasze spojrzenie na świat?
Steedman w autobiograficznej narracji wprowadza bardzo trudne tematy, ale równocześnie czyni to w zupełnie naturalny sposób, tak jakby w domu, przy obiedzie, dyskutować o psychoanalizie. Prawdziwy dar pisania łatwo.
Każda opowieść o awansie – a w „Pejzażu dobrej kobiety” wybrzmiewa to szczególnie mocno – to opowieść o relacjach rodziców i dzieci. U Steedman obserwujemy rozgrywkę między matką a córką (córkami) bardzo zresztą podobną do gry, która toczy się między Albiną a Hanką w książce Jakubowiaka oraz pomiędzy Ernaux i jej matką. (Znowu osobiście: I. wyjeżdża na zawsze z rodzinnego domu, nie istnieje on nawet w opowieściach, nigdy nie wraca, nawet na cmentarz). Steedman pokazuje jak w momencie awansu społecznego zmienia się cel i funkcja macierzyństwa oraz dzieciństwa. Przykład jest wprawdzie autobiograficzny, ale obrazuje całościową społeczną zmianę.
Dopiero od tego momentu zaczyna się dzieciństwo, jakie znamy: wynalazek dziecka, które nie jest zmuszane do partycypowania w dochodach budżetu domowego. Mała Carolyn, zwana Kay, znajduje się pomiędzy, w stadium przejściowym. Musi jeszcze być grzecznym dzieckiem, co polega na przyjmowaniu perspektywy osób potężniejszych (s. 79).
2.
Niezwykle ciekawym i wartym pogłębienia – z polskiej perspektywy – wątkiem jest kwestia ubrań. W „Pejzażu dobrej kobiety” katalizatorem całej analizy okazuje się wymarzony płaszcz New Look.
Przypatrując się naszemu dzieciństwu pod kątem odzieży zaczynamy dostrzegać jak istotna była dla pokolenia naszych matek możliwość swobodnego wyboru i zakupu ubrania. Siedzi we mnie mapa sklepów z tanią odzieżą w Lu., pomiędzy którymi krążyliśmy na początku lat dziewięćdziesiątych, nie znosiłem tego, czuję jeszcze ich zapach, szorstki i inny od zapachu coccolino reklamowanego w telewizji. Największy entuzjazm, jaki pamiętam i którego zupełnie nie mogłem pojąć: zakupione markowe spodnie, koszule, sukienki i garnitury – niekończąca się obfitość rzeczy, wylewająca się potem z szaf i półek. Transformacja ustrojowa jako zbiorowe przebranie się. W latach dziewięćdziesiątych wyrośliśmy ze starych ubrań. (Pewna rozmowa z A. podsuwa mi jeszcze jedną myśl: odejście od szarości na rzecz kolorów jako miara odległości społecznej).
3.
Kiedy czytałem książkę Steedman, co jakiś czas przychodziło do mnie uczucie deja lu. Odkrycie było zaskakujące. Książką o usiłowaniu awansu społecznego, w bardzo podobnych zresztą realiach, jest przecież młodzieżowa seria o Adrianie Mole’u, która z każdym tomem przestaje być humoreską a staje się analizą społeczeństwa brytyjskiego.
To z czego tak się śmiejemy na początku, a co przeraża nas, gdy historyjki Sue Townsend czytamy po czterdziestce, to los tytułowego bohatera, któremu nie udaje się wskoczyć do klasy wyżej, mimo aspiracji, słuchania BBC 4, wyprowadzki do Londynu, czy życia na kredyt. Jeśli za to przyjrzymy się matce głównego bohatera, to w jej postawie odnajdziemy wiele z „dobrej kobiety” Steedman. Mimo poczucia życiowej porażki, udało jej się to, czego nie osiągnął Adrian: wyrwała się ze społeczności rolniczej, z biedy i obśmiewanego przez Townsend „wieśniactwa” swoich rodziców.
Zresztą – dokładnie jak wskazuje „Pejzaż” – Adrian i jego siostra stanowią dla swojej matki zabezpieczenie własnych interesów. Budzi się więc we mnie nieodparte wrażenie, że oba teksty, choć studium Steedman jest o cztery lata młodsze od pierwszego tomu Townsend, są głęboko spokrewnione, być może stanowiąc opracowany w dwóch różnych stylach i technikach zapis podobnego doświadczenia.

1 Comment