księgarnia 16/24

I. C. Rapoport, z cyklu „Dni potem”, Aberfan, 1966 (c) I. C. Rapoport. Dramatyczna relacja zdjęciowa z miasteczka dotkniętego tragedią, przygotowana przez Rapoporta dla „Life”, sprawia, że jej widzowie zastygają w milczeniu. Na YouTube dostępny jest także film „Aberfan – Sorrow and Stirrings of the New Life” porzadkujący relację Rapoporta.

Sam Knight, Biuro przeczuć. Historia psychiatry, który chciał przewidzieć przyszłość, tłum. Agnieszka Wilga, Czarne 2024

1.

Oczywiście to tylko przeczucie. Trudno przecież zapisać w marcu, że przeczytało się najlepszy reportaż w tym roku.

Sam Knight umiejętnie łączy jednostkowe historie swoich bohaterów z dygresjami dotyczącymi historii psychiatrii, relacjami z katastrof oraz próbami wyjaśnienia, czym w istocie są tytułowe przeczucia. Nie szuka taniej sensacji ani nie ulega chłodnej racjonalności: podchodzi do przeczuć z pokorą.

To, że główny bohater, badacz przeczuć, sam jest ich obiektem, wprowadza do reportażu dodatkowe napięcie.

2.

Przeczucia nie są dla nas kategorią obcą. Ba, nie tylko w Pobożnie, traktowano je jako coś najzupełniej zwyczajnego – rodzaj czasu przyszłego niedokonanego. Opowiadano o snach, znakach: pomagały porządkować zdarzenia, a zwłaszcza racjonalizować nieszczęścia.

Przeczucia należą do tego samego rodzaju wydarzeń, co cuda. Dopiero wychodząc ze świata uregulowanego religią, traci się dar ich odczytywania. Być może jesteśmy ostatnim pokoleniem, które mogło doświadczać przeczuć i w nie wierzyło.

(- Ty przecież w to nie wierzysz – żachnie się od czasu do czasu A., kiedy zadaję za dużo pytań o historie z Pobożna).

3.

Jak nie wierzyć w znaki, skoro już kolejna książka otwiera mi się na stronie z moim wiekiem: miał czterdzieści trzy lata i wrażenie, że utknął na mieliźnie (s. 166).

Utknąć na mieliźnie.

4.

Od paru lat kolekcjonowałem katastrofy. Nie wiem, czy robiłem to z ciekawości gapia, czy raczej próbowałem także przeszłość objąć swoim współczuciem. Dwie z nich poruszały mnie najbardziej. Obie pojawiają się u Sama Knighta.

Więc najpierw – niechronologicznie – wielki pożar w brukselskim „Innovation”. Natrafiłem na relacje o nim, zafascynowany powojenną Brukselą z Kongiem, wystawą światową, Jacquesem Brelem i bazyliką na Koekelbergu, łażąc po mieście, które oswoiłem. Nagle pośród dokumentów z tamtej Belgii na jutubie, pojawiły się płomienie na Rue Neuve i  tymczasowa kostnica przy kościele mijanym wiele razy.

Z kolei którejś jesieni całkiem przypadkowo natrafiłem na film o Aberfan, małym walijskim górniczym miasteczku, w którym potężna hałda spłynęła na podstawówkę, zabijając właściwie większość dzieci w miejscowości. Czarno-białe fotografie Rapoporta, o których opowiada w swoim filmie, były zapisem żałoby tak wielkiej, że nie do ogarnięcia.

Katastrofy pożerane są przez czas. Listy ofiar nikną, gdy dołączają do nich ci, którzy wówczas przeżyli. Rue Neuve jest zwykłą handlową ulicą z odbudowanym na miejscu „Innovation” betonowym klockiem Galerii „Inno”. Na taśmach pozostaje zapis tragedii, coraz bardziej nierealnej.

I. zawsze opowiadała o chodzącej po Krakowskim Przedmieściu kobiecie przytulającej lalki. Każdy jej współczuł wiedząc, że była nauczycielką, która nie ustrzegła trzynaściorga uczniów przed wiślanym nurtem w Kazimierzu, pięć lat przed Aberfan.

Katastrofy są doświadczeniem danego czasu.

5.

Zbieram katastrofy z powodu teodycei. Próbuję odnaleźć jakiś schemat, który by Go usprawiedliwił. W jednej z kronik filmowych odpowiadających o Aberfan, głos z offu ucina, zgodnie z duchem epoki, wszelkie dywagacje:

Drogi Opatrzności są poza zrozumieniem kobiet i mężczyzn. Na nic więc pytanie dlaczego dzieci zginęły na progu swojego życia.

1 Comment

Dodaj komentarz