dziennik 16/24

William Henry Holmes, Drewniana maska wydobyta podczas wykopaliska w Key Holmes, Smithsonian Institution, źródło: wikimedia.org

Sny wychodzą ze snów

Okej, po tym wszystkim, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dni: korowodzie podpisów, zaświadczeń i wniosków, napotkanie pijanego Indianina z gitarą w metrze, nie powinno mnie jakoś zbytnio dziwić, ale zdziwiło. Nie był to ów samotny Inka, który koło hali w sobotni poranek grał piosenkę o kondorze. Ten był tęższy, w czarnej skórzanej kurtce, oparty o metalowy stelaż plecaka. Obudził się na Placu Wilsona i nałożył czarne okulary. Widać światło pociągu było za mocne. Wysiadałem parę stacji dalej i on też zaczął się zbierać. Zaniepokoiłem się wtedy na serio. Spieszyłem się, on wyraźnie też. Wskoczyliśmy do sto szesnaście. Usiadł dalej i od razu przysnął. Wymknąłem się cichcem na Andersena.

Było zrobić mu zdjęcie – pisze J. – ciekawe, czy na nim by wyszedł.

Dodaj komentarz