
In Koli Jean Bofane, Congo Inc. Testament Bismarcka, tłum. Katarzyna Marczewska, W podwórku 2023
Tego dnia bohater licznych wierszy, Elon Musk, na ramionach niósł swojego synka Techno Mechanicusa. Obaj przeszli przez znaną z niezliczonych reprodukcji bramę z hasłem Arbeit macht frei. Ludobójstwo w erze mediów społecznościowych nie jest możliwe – oświadczył Musk, żywa reklama globalizmu.
Nie bójmy się przyznać: globalizm wymyśliliśmy my, a w Kongo wdrażany jest na masową (dokładnie jak masowe zbrodnie) skalę od czasu tytułowego kanclerza Niemiec i kongresu 1885 roku. Arbeit macht frei mogłoby równie dobrze zawinąć nad plantacjami kauczukowymi Leopolda. Dzisiaj dla budowy cyfrowego imperium Elona Muska, także potrzebne jest Kongo i metale ziem rzadkich, okupione rzezią, mordem i gwałtem.
„Congo Inc.” jest lekturą mocno krytyczną wobec rodzaju ludzkiego. Zbrodnie nigdy nie zostaną ukarane, więcej: powtórzą się niebawem. Religia jest sprytnym biznesem naciągaczy (a kazanie miejscowego pastora to wykład wiary późnego kapitalizmu). Narody Zjednoczone to nic-niemogące-zdziałać przedsiębiorstwo handlu bronią i żywym towarem, antropologia zaś: naiwne rozważania dla białych panienek.
Prawdziwą bohaterką powieści jest Szasza Tupeciara, ona jedna ratuje świat (kto uratuje jedno życie, ten jakby cały świat) i dąży do tego, żeby wina pociągnęła za sobą karę.

Właściwie nie wiem, czemu o „Congo Inc.” nie było głośno pod koniec ubiegłego roku, gdy pojawiło się w księgarniach, i czemu nie jest głośno teraz. Bo fenomenalnie ten tekst się czyta. Ujmuje brawura zdań. Stykają się ze sobą opisy okrucieństw i obrazki jak ze slapstickowej komedii.
O czym myślę, kiedy czytam o Kongu?
W świecie miliarderów, to my jesteśmy szege, mieszkańcami wielkiego bazaru w Kinszasie.
Pod koniec wizyty w Auschwitz, znany wynalazca Elon Musk zaprezentował wygląd portalu x w epoce Holokaustu.

1 Comment