dziennik 4/24

14.01.2024, fot. Dz.U.

Wyżynna

1.

Byliśmy przygotowani na Pobożno, na poważną rozmowę o tym, że Polska ginie, że wolność oddaliśmy barbarzyńcom, że zdradziliśmy w październiku a przez to uczciwi ludzie zamykani są do więzienia. A wszystko to jest – niczym innym – jak jeszcze jednym objawem końca świata, apokalipsy, która miała już nadejść dawno razem ze szczepionkami i Ukraińcami, jak twierdził internetowy prorok, którego głosem w Pobożnie stał się ów grzybiarz mielący prawdziwki na mączkę dla zakonnic i przewodzący kółkom różańcowym, różom różańcowym, grupom fatimskim, medjugorskim i – Bóg nawet nie wie – jakim jeszcze. A wtórowała mu prasa katolicka w rodzaju „Niedzieli”, której szpalty zajmowały obszerne rozważania o złu, które się rozpleniło po październiku, a szczególnie po grudniu, i które odcięło od finansowania tych wszystkich lewych pobożnisiów, narodowych dewotów z tytułami profesorskimi i bez, teraz rozdzierających szaty w swoich felietonach. Rozsmakowanych w fałszywym języku, który – dziwnym trafem – tak łatwo został przyswojony przez kościół, tak bardzo się zrósł z kazaniami, że nie dawało się już odróżnić, co mówi zafrasowany pleban, a co funkcjonariusz Partii. Być może wszyscy oni stali się przez ostatnie lata jedynie funkcjonariuszami.

Byliśmy więc przygotowani, tymczasem ani przez moment nie rozmawialiśmy o końcu Polski, za to ciągle o kocie. Po tych sześciu godzinach kociej mowy, marzyłem, żeby ktoś wreszcie napomknął o Tusku.

2.

Śnieg na Wyżynie to jest powrót do praczasu (choć praczas być może oznacza jedynie dzieciństwo i sanki między osiedlami Czechowa, i wijkę w pomarańczowym świetle na bocznej Kunickiego, i przedzieranie się ku szosie nałęczowskiej przez zaspy tamtej ostatniej zimy, po której postanowiłem odjechać), dlatego miejscowa ludność w różnym wieku ochoczo wznosi bałwany na stanowiskach kultowych nad lessowym wąwozem. Dokładnie tak, jakby ustawiała menhiry.

3.

Na początku roku one zawsze się piętrzą: niedokończone w minionym, nierozpoczęte po grudniu. Ten czas, kiedy boję się książek. Ich bezustannego memento, że nie zdążę.

Dodaj komentarz