
Ostatnie podrygi
Ostatnie podrygi oglądałem służbowo na wypadek pytań. Chociaż miałem szczerze dość tych amoralnych typów na trybunie, którzy łgali jak przez osiem lat, bez mrugnięcia okiem. Byli wśród nich funkcjonariusze pełną gębą i zupełnie anonimowe postacie, w sumie ci ostatni nawet bardziej oślizgli i zacięci.
Było nas ponad dwieście tysięcy. Ludzie tak lubili oglądać i tak oglądali nowy sejm z marszałkiem H.: słowa zaczęły znowu nabierać właściwych znaczeń. Wrócił Język. Skończyła się epoka smutnych panów z małymi frazesami.
(zbliżenie kamery)
Spójrzcie na twarz emerytowanego dyktatora: jeszcze niedawno przed tym rozwścieczonym dziaduniem drżały zastępy wyznawców. Teraz następuje katastrofa, spełnienie jego najczarniejszych snów. Jeszcze miota się na mównicy, ale Język już go pokonał. Jego kłamstwo nie jest żadnym dogmatem, ale rzuconą inwektywą. Oglądajcie, jak żałośnie wygląda jego koniec.
Jedenastego grudnia odzyskaliśmy Język.
