dziennik 57/23

Caspar David Friedrich, Krajobraz wybrzeża w wieczornym świetle, 1798, Muzeum Sztuki i Historii Kultury w Lubece, źródło: wikimedia.org

Notatnik pod koniec listopada (2)

1.

Wieczorem jakiś mężczyzna przy metrze niesie na plecach gwiazdę. Przygniata go sześcioma ramionami, kiedy wchodzi po drabinie.

2.

Papież umarł w moim śnie. To już trzeci za mojego życia. Mieszkałem wtedy w Rzymie, byłem prałatem jego świątobliwości. Rankiem prószył znów śnieg.

3.

U wszystkich z państwa kiedyś zatrzyma się krążenie – mówi wykładowca od pierwszej pomocy. – Ale chodzi o zgon, czy coś innego? – dopytuje któraś z urzędniczek. To jeszcze daleko – dodaje z przekonaniem.

4.

Potem umiera nie papież, ale Paweł Huelle.

Przeszukuję biblioteczkę w poszukiwaniu „Pierwszej miłości”, lecz egzemplarz chyba należał do M. To ona pożyczyła mi pierwszego Huellego: wymienialiśmy w listach swoje zachwyty – gdybym odnalazł jeden z nich, byłoby to najlepsze z możliwych pożegnań – a to był mój pierwszy zachwyt prozą.

Którejś z pierwszych zim zabrałem A. do Sopotu, żeby było jak w „Castorpie”. Nocowaliśmy w poniemieckiej willi, pachnącej środkiem do konserwacji drewna. Tak bardzo chciałem dotknąć fabuły. Jak nad mennonickimi potrawami w żuławskiej restauracji. Jak na drodze z Rybiny do Sztutowa albo na Kartuskiej, gdy mijało się te wszystkie Piecki, Jasienie i Strzyże.

Przeszłość w opowiadaniach i powieściach Huellego istnieje równolegle z teraźniejszością. Czas nie był ani liniowy, ani kolisty. Aby w nim podróżować wystarczyło znaleźć odpowiednią ścieżkę na łące albo właściwe drzwi do warsztatu starego rzemieślnika. W gruncie rzeczy, w ten sposób śmierć przestaje być możliwa.

Jest tylko rodzajem przeprowadzki.

Dodaj komentarz